Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Jozef Škvorecký LWIĄTKO

MĘŻCZYZNA OBNAŻONY.

Jozef Škvorecký, Lwiątko

W przeciwieństwie do osób zapracowanych, przez okrągły rok oddanych w kierat swych marzeń o godnej przyszłości, źle znoszę wakacje. Ten naturalny czas nieróbstwa, pomnożony dodatkowo przez moje prywatne lenistwo oraz atmosferę kanikuły, sprawia, że tęsknie wyglądam jesiennych anomalii pogodowych i melancholii krótkich, chłodnych wieczorów.

Wśród wielu sposobów przeczekiwania do pomyślniejszych czasów, jednym z mniej zawodnych (bo zawodne są zasadniczo wszystkie, jako że pomyślniejsze czasy są jak horyzont, zawsze kilka kroków przed nami) od mniej więcej szesnastego roku życia wydawała mi się literatura. Zasadniczo, mimo pojawiających się niekiedy wątpliwości, zdania od tego czasu nie zmieniłem i w różnych okolicznościach stosuję ów środek z uporem wartym lepszej sprawy. Coraz rzadziej jednak trafia mi się książka, którą kończę z żalem, a jej lekturze towarzyszy myśl, by nie brnąć przez nią zbyt szybko. Szczęśliwie wśród lipcowych upałów zdarzyło mi się trafić na tego typu powieść – Lwiątko Jozefa Škvorecký’ego.

Jest co najmniej kilka powodów, by po ten tytuł sięgnąć. Po pierwsze i najważniejsze: lektura to rozkoszna, wywołująca dreszcz przyjemności, akuratna do tego, by przypomnieć sobie radość płynącą z prozy rozrywkowej, acz zupełnie pozbawionej tej dozy językowego banału, który zwykle wylewa się z rzeczy skrojonych na rozrywkową miarę. Fraza Škvorecký’ego jest świetna, humor, lekko podszyty mizoginią, pierwszorzędny, dialogi zaś iskrzą się tym rodzajem autentyzmu i napięcia, którego próżno szukać wśród rozmów prowadzonych przez nas w tak zwanej rzeczywistości.

Po wtóre: Škvorecký głównym bohaterem uczynił cynicznego dziwkarza bez krzty charakteru, pozbawionego jakiegokolwiek balastu w postaci honoru czy odpowiedzialności. Choć nie dla wszystkich będzie to wystarczająca rekomendacja, ja jednak pasjami lubię postacie pozbawione moralnego kośćca, wytrzebione z elementarnego poczucia przyzwoitości, z lekkością łamiące dekalog i kobiece serca i kierujące się jedynie kompasem własnego egotyzmu. Uwielbiam figury, które mają za sobą lata łajdaczenia się dla sportu i pisania wierszy z nawyku, jak Karol Leden, główny bohater Lwiątka, poeta i redaktor praskiego wydawnictwa.

Osobnik ów zalicza się do niewąskiego grona literackich kurw, acz, trzeba zaznaczyć, jest ladacznicą skrojoną przez autora na miarę czytelniczych inklinacji, tak by nie utraciła naszej sympatii i byśmy nie przestali kibicować jej po ostatnią stronę. Leden odnajmuje się wprawdzie komunistom w zamian za spokój i wygodę, lecz wśród otaczających go literackich kokot umiejętnie pielęgnuje swą renomę umiarkowanego buntownika w granicach prawa, co sprawia, że nie jest pospolitą bladzią, lecz należy do dziwek wyższej kategorii. A postacie takie, jak wiemy wszyscy, a najlepiej panie, pełne są zniewalającego bogartowskiego wdzięku. Nawet jeśli ich credo ma w sobie pospolitość kartofla i ogranicza się do konstatacji, że życie jest krótkie i przy odrobinie szczęścia, jak również z pomocą opatrzności możemy doczekać emerytury.

Nieco mniej lubię, gdy tacy bohaterowie tracą głowę i chłodny rozsądek, będący najskuteczniejszą bronią uwodzicieli, i dają się ponieść uczuciu nieprzystającemu do ich reputacji. A taki jest właśnie los Karola. Trawi go bowiem rodzaj głodu, który mężczyznom tak często myli się z miłością, gdy kandydatka na przelotną miłość staje okoniem i odmawia swoich powabów. Ale jak go nie rozumieć, zwłaszcza po informacji, że kontrast między striptizerką urodą, a purytańskimi morałami tworzył specyfikę panny Srebrnej, jego nieczułej bogdanki?

Skvorecky funduje nam więc pokaz idiotyzmu mężczyzny ogłupionego i ogłuszonego kobietą, z satysfakcją nurza męskość w bezsile wywołanej widokiem spalonego na brąz ramienia. Rejestruje drobiazgowo ów absolutnie barani zachwyt, typowe dla mężczyzn urzeczenie, onieśmielenie, ba, stupor myślowy, który ogarnia ich (nas), gdy mają (nie)szczęście znaleźć się w pobliżu kobiety zbyt doskonałej w swej wyzywająco milczącej powierzchowności. Atmosfera Lwiąta przypomina nieco aurę Obsługiwałem angielskiego króla Menzla, tego filmowego poematu na cześć idealnie pełnych zadów i krągłych piersi, choć więcej w dziele Škvorecký’ego smutnej refleksji na temat prostych mechanizmów płci niż ludycznego zachwytu.

Miłosna intryga toczy się wartko, a tocząc się, nie posuwa bynajmniej w stronę spodziewanej konsumpcji, tak że bohater, wedle własnego rozpoznania i zapewne ku radości poniektórych czytelniczek, ląduje ostatecznie na dupie, czyli w położeniu niezbyt godnym zazdrości. I właśnie wtedy, gdy konwencjonalne cierpienia Ledena osiągają swe apogeum, kiedy uczucie dowodzi swej banalnej potęgi, rozpuszczając zwartą bryłę cynizmu na strumyczki miłosnych skomleń i nie oczekujemy od książki właściwie niczego więcej, zauważamy, że daliśmy się nabrać i jesteśmy w samym środku kryminalnej zagadki, która, choć nie bardzo wyrafinowana, spina całą powieść i doprowadza nas do finału.

Lwiątko nie jest dziełem wytopionym na wielką miarę, tak jak na przykład nagrodzone w zeszłym roku Angelusem Przypadki inżyniera ludzkich dusz. To powieść znacznie skromniejsza i w innych celach spłodzona, nieprzytłaczająca autorską ambicją stworzenia opus magnum. Ale swoją świeżością i naturalnością (o ile w ogóle można o niej mówić w przypadku literatury) uwodzi nawet łatwiej niż opasłe tomiszcze Przypadków… A do tego budzi w człowieku zdrowy instynkt, by nie traktować świata nazbyt poważnie. Zwłaszcza latem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 09/08/2010 by in lektury nadobowiązkowe, powieść and tagged .
%d bloggers like this: