Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Javier Cercas PRĘDKOŚĆ śWIATŁA

Javier Cercas PRĘDKOŚĆ śWIATŁA

„To, co ma sens, nie jest prawdą, lecz czymś spreparowanym, urojeniem – prawda zawsze jest absurdalna.”

Książki czytam ostatnimi czasu z przypadku, bez misternego planu przedostawania się przez tę nad wyraz wybujałą dżunglę, jaką jest literatura. Prawdopodobnie jednak jest to jedyna metoda czytania, która nie doprowadza do rozpaczy, że czytam za mało i ciągle nie to, co czytać by należało, aby cokolwiek – a głównie, po co mi ta cała literatura? – z całego tego zamieszania zrozumieć.

Wedle tego klucza, a właściwie bez niego, zacząłem lekturę Prędkości światła – powieści pióra kompletnie mi wcześniej nieznanego Javiera Cercasa. Dobrze jest czasem zdać się na przypadek – zwykle wprawdzie odwdzięcza się nam gorzkim rozczarowaniem, czasem jednak, zgodnie ze swą nieprzekupną i kapryśną naturą, bawi się człowiekiem z korzyścią i dla tego ostatniego. Tym bardziej zaś dobrze zaryzykować niekiedy lekturę, w której nie będzie przeszkadzało nam zakrzywienie percepcji (ostatecznie Joyce’a bez zachwytu podżyrowanego wbitym nam do głowy przekonaniem o wielkości Irlandczyka czytać nie sposób) preparowane przez recenzentów, tych pośredników i domokrążców zaludniających marginesy literatury.

Prędkość światła za to ryzyko się wynagradza.

Książka Cercasa rozpędza się powoli, temperatura tej opowieści o przyjaźni, wojnie, miłości, pisarstwie, a nade wszystko jego pułapkach, rośnie zrazu niezauważalnie, tak że po niemrawym początku przygotowywałem nawet odpowiednie zasoby woli, aby nie zaniechać powieści, zanim na dobre się rozwinie. Jednak ta historia, a właściwie dwie paralelne historie – wyznanie pisarza opowiadającego o swej drodze do literackiego sukcesu

i próba rekonstrukcji losów Rodneya, przyjaciela narratora, weterana z Wietnamu – niezauważalne wczepiają się w czytelnika, zaskakując nagłym przyspieszeniem tempa i gwałtownym wzrostem emocji. To bowiem rodzaj literatury grającej sprawnie na uczuciach odbiorcy, choć na szczęście emocjami nie szantażującej, jak to mają w zwyczaju produkcje a’la Hollywood. Mówiąc natomiast o tempie, nie mam na myśli fabuły – wydarzeń w powieści Cercasa nazbyt wiele nie ma, co zresztą jest jedną (choć nie jedyną) z cech pozwalających odróżnić literaturę od czytadła.

Zaskoczenie budzi styl Hiszpana, może zresztą nie tyle sam styl, co sposób, w jaki współgra on z opowiadaną historią. Mnie, zdeklarowanego zwolennika językowych fajerwerków Nabokova czy ciemnych labiryntów prozy Bernharda, amerykańska „przeźroczystość” stylu Cercasa początkowo zniechęcała. Im dalej jednak zagłębiać się w Prędkość światła, tym wyraźniej widać walory podobnego traktowania języka – brak stylistycznych zasłon sprawia, że świat tej powieści wydaje się tym bardziej dostępny i autentyczny. Cercasowi udała się wielka literacka sztuczka – z powieściowych klocków zbudował samodzielny, samowystarczalny i wiarygodny świat.

Pierwszoosobowy monolog narratora jest tak sugestywny, rzec by się chciało – realistyczny, że łatwo dać się zwieść i uwierzyć, że powieść jest autorskim wyznaniem. Ale my, ostrzeżeni przez autora (to bowiem „powieść apokryficzna (…) fałszywa, ale prawdziwsza, niż gdyby była prawdą”), nie pozwolimy sobie na luksus zapomnienia, że to tylko książka, a więc uniwersum być może doskonalsze, bo zamknięte i dopowiedziane, mające początek i koniec, lecz jednocześnie osobne i sztuczne, powołane do życia z rozmysłem albo wręcz z perfidnym zamiarem uwiedzenia czytelnika.

Prędkość światła to bowiem między innymi rzecz o wyższości literatury nad życiem, obrona pisania jako aktu scalającego nasze porwane egzystencje. Pisarz, twierdzi Cercas, nawet wątpiąc w sens swej pracy, pisze i tym samym zaprzecza sobie i swojemu wątpieniu, „jakby słowa miały moc nadawania sensu albo złudzeniu sensu temu, co sensu nie ma.” Bo w pisaniu tkwi paradoks, który narrator, w końcu pisarz, ujął cholernie celnie: pisząc, „czuję, że prowadzę życie, które nie jest prawdziwe, lecz fałszywe, życie podziemne, skryte i apokryficzne, ale prawdziwsze od prawdziwego.” Pisanie życie po trosze zastępuje, bo życie – bez narracji, bez porządkowania go słowem – jest bełkotem, rozpieprzem zdarzeń i uczuć; „tylko pisanie pozwala mi przyglądać się rzeczywistości i nie dać się zniszczyć (…) tylko pisanie nadaje rzeczywistości sens albo złudzenie sensu (…) tylko pisanie pozwoliło mi podróżować z prędkością większą niż światło i odzyskać cześć tego, co utraciłem podczas głośnego upadku.”

Warto posekundować bohaterom Prędkości w ich zmaganiach z literaturą, własną klęską i życiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 31/01/2011 by in lektury nadobowiązkowe, powieść and tagged .
%d bloggers like this: