Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Noc nie ma końca

Cormac McCarthy

KRWAWY POŁUDNIK

…sprawy ludzkie nie znają schyłku i szczyt możliwości człowieka zapowiada nadejście nocy. Jego duch wyczerpuje się w apogeum dokonań. Jego południk to zarazem mrocznienie i zmierzch jego dnia.

Dzieje twórczości Cormaca McCarthy’ego stanowią doskonałą pożywkę dla refleksji na temat paradoksalnego losu pisarzy. Kto w Polsce znał twórczość tego pisarza pięć lat temu, słusznie uchodzić mógł za wytrawnego konesera literackich osobliwości zza oceanu; kto jednak przyznaje się do nieznajomości jego dzieł obecnie, dowodzi tym jedynie swej małej orientacji w ruchu na powieściowym parnasie. W tym czasie bowiem, nie bez udziału znakomitej ekranizacji To nie jest kraj dla starych ludzi braci Cohen, McCarthy stał się u nas gwiazdą pierwszej wielkości.

Także w swej ojczyźnie, Stanach Zjednoczonych, ten leciwy, dobijający osiemdziesiątki autor przez większość  życia należał do pisarzy zapoznanych. Z przedpiekla, gdzie wegetują autorzy niezauważonych powieści, wydobyła go Oprah Winfrey w 2007 roku. Zapomniany prozaik, który dzięki wywiadowi telewizyjnemu zostaje gwiazdą pierwszej wielkości – czyż los McCarthy’ego nie mówi nam czegoś o naszych czasach? Zapewne. A czy jego powieści mówią nam coś o naturze świata? Jeśli tak, jeśli jest w nich choć trochę prawdy o istocie wszechrzeczy, nie mamy sobie – jako ludzie – czego zazdrościć…

Krwawy południk, wydany w 1985 roku i sprzedany wtedy w ilości dwóch i pół tysiąca egzemplarzy, obecnie zaś zaliczany przez New York Times’a do pięciu najlepszych powieści ostatniego ćwierćwiecza, to książka, która paraliżuje. Pisarze stosunkowo często, zwłaszcza na tle reszty populacji, wyróżniają się ograniczoną wiarą w dobro stworzenia, jednak nawet w towarzystwie tak skorym do czarnowidztwa Cormac McCarthy wydaje się okupywać biegun, w kierunku którego odważyło się podążyć bardzo niewielu twórców. „To mi wygląda jak droga do piekła” – mówi jedna z anonimowych postaci Krwawego południka. To prawda – swąd palonej siarki czuje się przy lekturze tego dzieła aż nazbyt wyraźnie.

Autor bowiem tylko pozornie zabiera nas w podróż po Dzikim Zachodzie i tylko pozornie wypuszcza się na spotkanie zakorzenionego w amerykańskiej kulturze mitu. Western to dekoracja mająca nas zwieść i osłabić naszą czujność – w rzeczywistości podążający tropem pisarza czytelnik odbywa raczej wędrówkę w zaświaty, schodzi na piekielne dno człowieczeństwa.

Im dalej bowiem w Krwawy południk brniemy, tym szerzej otwiera się przed naszymi oczyma świat pozbawiony osłony, odarty ze skóry, z trzewiami pulsującymi na wierzchu. McCarthy funduje nam orgię okrucieństwa, opętańczego tańca kostuchy, który swym bestialstwem wykracza daleko poza przyprawiające przecież o mdłości szaleństwo Łaskawych. Analogie do dzieła Jonathana Littella są uzasadnione nie tylko dlatego, że obaj prozaicy stworzyli przerażającą panoramę zła, którego nie sposób ani wyjaśnić, ani zrozumieć. Łączy ich przede wszystkim powinowactwo innego typu, może mniej ewidentne, lecz istotniejsze – wizja świata, któremu odmawiają prawa do obrony.

Bo Dziki Zachód McCarthy’ego, jak ukraińskie stepy Littella, to kraina przeklęta, zamknięty krąg, nad którym goreje „przysadziste, pulsujące, nieprzyjazne” słońce, przypominające „żołądź ogromnego czerwonego fallusa. To głodna kraina”, nabiegła krwią, o konsystencji złego snu, pulsującego posoką majaku. Zwały martwych ciał stanowią równie naturalny sztafarz tego miejsca, co kaktusy i watahy podążających za ludźmi wilków. Trupy ścielą się tu bez żadnego umiaru, jak w jakimś tanim horrorze, a kolejne ludzkie truchła porzucane są na kartach powieści jak kamienie rozsiane po obojętnej, milczącej pustyni. „Śmierć wydawała się jedyną cechą krajobrazu”; jeśli znika nam na moment z oczu, możemy być pewni, że skrada się gdzieś w cieniu, tuż za złotym kręgiem jasności bijącej z rozpalanych nocą ognisk.

Zbrodnia, pozbawiona jakiegokolwiek uzasadnienia, przypadkowa i nie do przewidzenia, jest tu wszechobecna – jakby morderstwo było prawem naturalnym, równie nieodłącznym od tej ziemi jak spopielający myśli żar lub piaskowe burze. Absurdalna przemoc jest regułą powieściowego świata McCarthy’ego, a śmierć jego jedyną rozpoznawalną zasadą. To obóz koncentracyjny obleczony w rekwizyty z westernu. McCarthy zabiera nas w wędrówkę po najniższym kręgu człowieczeństwa. Istota ludzka zdegradowana jest tu do najprostszych odruchów, sprowadzona wyłącznie do poziomu ciała, żywej lub – częściej – martwej materii, tak czy owak napoczętej już przez śmierć. Niczego poza ciałem, zdaje się twierdzić pisarz, nie da się w człowieku uświadczyć.

Być może dlatego niemal wszyscy bohaterowie powieści to jednowymiarowe istoty, płaskie jak kartki papieru i tak samo łatwo zamieniające się w popiół. Zdecydowana większość postaci pojawiających się na kartach książki to wytrzebione kukły, które pojawiają się niczym „sylwetki poruszające się po papierowym horyzoncie o zmierzchu” i zaraz znikają w pustynnych ciemnościach, częściej jednak w trąbie powietrznej śmierci.

Nawet Dzieciak, pozbawiona imienia istota, która towarzyszy nam od pierwszej strony i choćby z tego powodu można ją wziąć przez pomyłkę za pierwszoplanowego bohatera książki, nie ma w sobie żadnego indywidualnego rysu. Ma być everymanem, kimś zaplątanym w ten świat przez przypadek, tak jak i cały tłum otaczających go straceńców, którzy „skrępowani pętami najsurowszego przeznaczenia” prowadzą żywot wegetujących zwierząt: „Byli półnadzy, ssali zęby, pociągali nosami, wiercili się i iskali jak małpy”. Oddział łowców skalpów, do którego przystaje Dzieciak, faktycznie przypomina stado zwyrodniałych drapieżców; pozostawia za sobą „poranione nagie ciała jak ofiary eksperymentów chirurgicznych […] wpatrzone martwym wzrokiem w niebo nad pustynią”. Ta banda obłąkańców niesie za sobą masakrę, ich drogę znaczą oskalpowane trupy, błąkają się po pustkowiu, urządzając jedną przypadkową rzeź za drugą. Nie ma w ich działaniach żadnej celowości, żadnego planu, żadnej logiki, może poza paradoksalną logiką zbrodni. Są jak siły ciemności, apokaliptyczni jeźdźcy: „siedzieli w sztywnych od krwi ubraniach, liczyli skalpy i zatykali je na kije, granatowoczarne włosy zmatowiałe i lepkie od zakrzepłej posoki”.

Prowadzi ich sędzia Holden, najbardziej tajemnicza, a jednocześnie centralna postać Krwawego południka. Bo to nie Dzieciak jest bohaterem książki, kluczem do jej zrozumienia; Dzieciak pełni jedynie rolę przypadkowego przewodnika wiodącego nas ku Holdenowi, który jest faktycznym motorem powieściowego świata.

Kim jest ta tajemnicza, pozbawiona przeszłości istota, która traktuje śmierć z zastanawiającą dezynwolturą? Pojawia się znikąd – oddział spotyka go na środku pustyni, siedzącego na kamieniu nieruchomo jak przeznaczenie. Ten „wielki łysy archimandryta” jest przewrotny i okrutny, a niekiedy wydaje się wprost obłąkany, co nie jest zresztą czymś wyjątkowym w świecie, którego budulcem wydaje się piasek, krew i wypolerowane przez wiatr kości. Nie ma żadnej przeszłości: „Ktokolwiek pragnąłby poznać jego dzieje […] nieuchronnie stanąłby ciemny i głupi na skraju otchłani bez kresu i początku”. Dzieciak charakteryzuje go następująco: „Ty jesteś nikim”, a sędzia nie zaprzecza temu domysłowi. Sam siebie nazywa „suzerenem” tej krainy i traktuje ją jako swą własność, ba, swoje dzieło: „wydawał się bardzo zadowolony ze świata, jakby przy jego stworzeniu zasięgnięto jego rady”. Jest zatem współtwórcą tego spływającego złem miejsca; swoją ciemną mową, w której nie brak absurdalnych, zważywszy na okoliczności, odniesień do filozofii, rozprawia o jego bezwzględnych prawidłach. I z powagą należną prorokom jest wysłuchiwany przez krwawą trupę mężczyzn, lepiej obeznanych ze śmiercią niż życiem, którzy ciągną za nim jak opętani wyznawcy samozwańczego boga; „wyglądali jak wysłannicy jakiejś niewiadomej sekty, którzy próbują przeciągnąć na swoją wiarę stworzenia tej krainy”. To nie człowiek z krwi i kości, ale demon pustyni, zwodziciel, który wiedzie swoich wyznawców w przepaść śmierci. Można więc uznać Sędziego za Księcia Tego Świata, Pana Ciemności – a jeśli tak go potraktować, pozostaje jeszcze zdobyć się na konsekwencję i wyciągnąć z lektury niezbyt budujące wnioski.

Nie pomoże nam w tym niestety znany z niechęci do egzegezy własnych dzieł McCarthy. Ostatecznie jednak pisarz nie jest zobowiązany, by się ze swoich zamierzeń tłumaczyć, a i intencja autora nie jest przy interpretacji książki najważniejsza. Powieść po wydaniu pulsuje własną, niezależną od twórcy prawdą – zaś prawda Krwawego południka jest nie do przyjęcia.

Dzieło McCarthy’ego przeraża i dezorientuje. Rzadko bowiem spotyka się opowieści tak okrutne, równie bezwzględnie trzebiące świat z wszelakiego ładu. Szczerze mówiąc, trudno mi sobie przypomnieć książkę, w której zło poczynałoby sobie tak swobodnie, tryumfowałoby równie bezapelacyjnie. Krwawy południk kryje w sobie porażającą wizję egzystencjalną, przypomina wykład jakiejś ciemnej filozofii, której twórca chciałby wymazać ze świata wszelkie ślady sensu i znaczenia. Życie jest wedle McCarthy’ego skurczem przypadku, a świat to „monstrualna maszyna do mielenia istnień”, ewentualnie „sztuczka z kapeluszem w lunaparku, majaki w malignie, trans zaludniony chimerami […] wędrowny karnawał, objazdowy cyrk, którego ostateczny cel […] jest niewymownie tragiczny, tragiczny ponad wyobrażenie”. W tym doszczętnie skażonym miejscu nie ma prawideł, nie ma zasady, choćby ukrytej, której odczytanie przyniosłoby wiedzę, jak w nim postępować i czego się spodziewać. Przypadek, absurd i okrucieństwo – to nie jest świat ani dla starych, ani dla młodych ludzi; „pustynny wiatr obsypie ich szczątki solą i nie zostanie nic, ni duch, ni pieśniarz, który opowiedziałby […] jak to się stało, że w tym miejscu żyli ludzie i tutaj pomarli”.

W końcu ostatnie słowo należy i tak do Sędziego: „Ta pustynia, na której tak wielu zostało pognębionych, jest bezmierna i woła o wielkość serca, ale w ostatecznym rachunku jest pusta. Twarda i jałowa. Jej tworzywem – kamień”.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 22/03/2011 by in lektury obowiązkowe, powieść and tagged .
%d bloggers like this: