Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

POD PRĄD RZEKI HERAKLITA

Leszek Szaruga PODRÓŻ MEGO ŻYCIA

Życie to nie jest coś, co łatwo składa się do kupy, zwłaszcza jeśli wiele się w nim dzieje, tym bardziej zaś, gdy ma się ambicję opowiedzieć o nim w sposób dla innych zrozumiały. A wszakże za decyzją o udostępnieniu własnej przeszłości innym (jak to jest w przypadku wydania autobiografii) powinien stać taki zamiar – autobiografia to literatura, a ta, w przeciwieństwie do wielu innych rodzajów sztuki, bazuje na zrozumieniu, na tym, że czytelnik mniej więcej (nawet zważywszy na postmodernistyczną lekcję interpretacji) może pojąć – a nie tylko odczuć – intencje twórcy. Kto więc poweźmie ambicję, by swoje życie sumować w słowa, musi zapędzić wspomnienia i resztki przeszłości jak stado przerażonych kur, tak by nie rozchodziły się cały czas gdzieś po kątach.

(…)

Przy okazji lektury „Podróży mojego życia” naszła mnie (a więc osobę należącej do roczników, które nie załapały się na żadne „doświadczenie pokoleniowe”) taka oto refleksja – dobrze (niedobrze być może w sensie życiowym, ale więcej niż dobrze z punktu widzenia biografii), gdy rytm życia wyznaczają człowiekowi wydarzenia polityczne – wyraźne cezury, na tle których można siebie usadowić i po latach zlokalizować. (…) A przecież i tak, nawet z tymi porządkującymi, odgórnie narzuconymi jednostce przez Historię doświadczeniami, stworzenie autobiografii wydaje się Szarudze ledwie możliwe. Przeszłość bowiem zwykle albo stawia opór (było tak czy siak, a może jeszcze inaczej?), albo – częściej – po prostu odpływa gdzieś za bury horyzont pamięci, pozostawiając uczucie nierealności: „I, myślę sobie – notuje w pewnym momencie autor – może rzeczywiście nie było tego, co było”. Ostatecznie każda autobiografia jest grą autora z własną pamięcią – z tym, co się chce zapamiętać, z tym, czego się pamiętać nie ma ochoty, i z tym, czego po prostu z pamięci wydobyć już w czytelnym kształcie nie sposób.

(…)

To, co sprawia, że lekturę „Podróży…” kończy się z uczuciem niedosytu, że książka jest ciekawa, ale jednak nie pasjonująca, to fakt, że Szaruga „ślizga” się nieco po wydarzeniach, nie wchodzi w ich głąb. Nie uświadczy się tu masy barwnych dykteryjek, anegdot lub skrzących się jakimś skandalikiem plotek – a więc tego wszystkiego, co zwykle buzuje pod powierzchnią oficjalnego życia. Szaruga nie pozwala sobie na osobiste wycieczki, nie zasadza się na niedyskrecje (co najwyżej opowiada, z kim – a lista jest doprawdy pokaźna – pijał wódkę). Nieco więc brakuje w „Podróży…” tego, po co (bądźmy uczciwi, Szanowni Państwo) zwykle się do podobnych wspomnień sięga (o ile, rzecz jasna, nie jest się jakimś udręczonym adiunktem, który w pocie czoła płodzi literaturoznawczą dysertację, wieńczoną zwykle chwalebnym tytułem naukowym i bezpowrotną utratą paru lat życia) – napięcia, tempa, pieprzu. Szaruga waży racje, dosadnych ocen unika, opinie tonuje, sprawiając tym samym, że jego relacja płynie powoli, niekiedy wręcz zbyt sennie. Jest wyraźnie zbyt dyskretny, by o kimś źle się wyrazić, co jest oczywiście cnotą dżentelmena, lecz pisarza – już nie zawsze. Trochę szkoda, że autor nie popuścił sobie nieco bardziej wodzy, bo – z całą pewnością – materiału miał aż nadto.

Tekst ukazał się w najnowszym artPapierze, a w całości można go doczytać tutaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 18/04/2011 by in biografia, lektury nadobowiązkowe and tagged , , .
%d bloggers like this: