Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

PODRÓŻ DOLINĄ ŚMIERCI cz.I

Thomas Bernhard ZABURZENIE

Pierwsza cześć eseju poświęconego Zaburzeniu Thomasa Bernharda, który swego czasu popełniłem dla Dekady Literackiej.

PODRÓŻ DOLINĄ ŚMIERCI

W wywiadzie udzielonym Wernerowi Wegerbauerowi w 1986 roku Bernhard scharakteryzował „typowego niemieckiego pisarza” jako żyjącego na koszt państwa drobnomieszczanina z nieodłączną małżonką u boku. Twórcy-olimpijczycy w rodzaju Tomasza Manna budzili w nim wyłącznie politowanie, któremu dał wyraz między innymi w Zaburzeniu; tacy pisarze „kalają naturę swoimi książkami, mniej lub bardziej dyletanckimi (…) literaturą pozostającą mniej lub bardziej całkowicie w centrum lub w tle aktualnych wydarzeń”. Dla Bernharda tymczasem literatura oznaczała samotność i odosobnienie. Była formą filozofowania, to znaczy zaglądania pod powierzchnię rzeczy, w mrok, który tam zalega. Język był dlań zarówno fortecą, skąd urągał światu, jak i instrumentem, przy pomocy którego dokonywał „autopsji na ciele natury”. W zasadzie można by nawet powiedzieć, że nie tyle uprawiał literaturę, co – jak sam się niegdyś nieopatrznie przyznał – jej morderstwo. Wielokrotnie ponawiane, rozpisane na kolejne tytuły, przeprowadzone na raty morderstwo.

Jego pisarstwo przynależy do nocy; brnięcie przez tę gęstą, bagienną prozę wymaga od odbiorcy niejakiej skłonności do samoudręki. Pisarz nigdy nie miał w zwyczaju oszczędzać czytelnika, ułatwiać mu czegokolwiek. Ale w większości jego książek znajdują się przynajmniej elementy, które darowują odbiorcy chwile wytchnienia, kiedy to jadowite tyrady wyładowują się w jakimś groteskowym czy komicznym passusie, poświęconym choćby, jak ma to miejsce na przykład w Wymazywaniu, gołębiom odpowiedzialnym za niszczenie najpiękniejszych zabytków.

Takich zabiegów pozbawione jest natomiast Zaburzenie, jego druga, napisana w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych powieść. Nawet pośród innych tworów Austriaka stanowi ona wypadek szczególny: jest to obok Kalkwerku najbardziej chyba przerażający, najciemniejszy z utworów pisarza. Zaburzenia się właściwie nie czyta – Zaburzeniem można się tylko przerażać. Bernhard uczynił w nim z literatury narzędzie odrazy: dostajemy do rąk dzieło potworne, makabryczne, odpychające. To posępne ujadanie na ludzkość, świat, byt, dobywające się gdzieś z krtani pełnej plwociny. Zagłębianie się w tę powieść to osuwanie się w szczelinę nieludzkiego, która powstaje między idealnie wyważonymi blokami kolejnych zdań i akapitów.

 

„Katastrofa zaczyna się od tego, że człowiek wstaje z łóżka”oświadcza jedna z postaci przewijających się przez Zaburzenie. Nie ma żadnego znaczenia, która z nich wygłasza tę uwagę; mógłby to być narrator, jego ojciec, książę Saurau, bądź któryś z dogorywających na kartkach książki nieszczęśników. Zaburzenie bowiem łatwo wyobrazić sobie jako partyturę rozpisaną na wiele głosów, które co i rusz powracają do jednego, podstawowego motywu. Uniwersum powieści wypełnia wyłącznie „ludzkie robactwo (…) wybrakowani ludzie”, którzy gniją za życia, a gnijąc zapadają się w desperację albo szaleństwo. Życie to katastrofa, „onania rozpaczy”, stan przewlekłej choroby – „życiu coraz bardziej cuchnie z ust”. Wszystkie postacie tej książki toczy Kierkegaardowska potrójna choroba jaźni, „choroba na śmierć – rozpacz, że się nie jest świadomym swej osobowości, rozpacz, że się nie chce być sobą i rozpacz, że się chce być sobą”.

Ale to nie narrator ani jego ojciec, ani nawet prowadzący swój szaleńczy monolog książę Saurau jest bohaterem Zaburzenia. Książka właściwie bohatera nie posiada, posiada natomiast dominujący temat – śmierć. To ona stanowi od początku główny, powracający motyw powieści, jej linię melodyczną. Wzmianka o agonii nauczyciela z Salli otwiera powieść, a śmierć, wywołana przez Bernharda na pierwszej stronie, towarzyszy krok w krok bohaterom w ich upiornej wędrówce po alpejskiej krainie zmarłych. To peregrynacja podjęta, jak twierdzi ojciec narratora, „w celach badawczych”, jakby chodziło o dokładne przestudiowanie najpoważniejszej z chorób – kondycji ludzkiej. Ojciec staje się dla bohatera przewodnikiem po wąwozie śmierci, który przeniknięty jest „fetorem gnijącej padliny”. Dolina Puschach to zamknięta przestrzeń wyzbyta barw, pozbawiona słońca, pokryta sinym cieniem, jaki rzucają na wąwóz okoliczne góry, to świat pogrążony w szarości i zapadającym powoli mroku – świat u swego zmierzchu. Narrator pielgrzymuje ze swoim ojcem-lekarzem od trupa do trupa, bo nawet jeśli pacjent chwilowo jeszcze oddycha, to przecież i tak jest już truchłem: unieruchomionym w swej cielesności, szamoczącym się z nią do ostatniego skurczu bólu i skazanym na porażkę.

„W każdej ludzkiej głowie jest odpowiadająca jej ludzka katastrofa.” Z tym, że – zdaje się sugerować w Zaburzeniu Bernhard – właśnie ta katastrofa, a raczej jej świadomość, decyduje o różnicy między człowiekiem a naturą, czyni nas bytami odmiennymi od reszty stworzenia. „Bez swojej ludzkiej katastrofy człowiek w ogóle nie istnieje” – twierdzi Saurau. Świat jest zarażony śmiercią, ale w nie mniejszym stopniu zainfekowany jest też kłamstwem. A prawda, która dla pisarza oznacza „zachowywać się szczerze, czyli bezwzględnie”, to wartość sama w sobie, jedyne trofeum, do zdobycia którego mogą pretendować śmiertelni. „To, co istotne w człowieku, uwidacznia się dopiero w chwili, kiedy musimy uznać go za straconego dla siebie, w chwili, gdy ów człowiek już się z nami żegna. Naraz można go (…) rozpoznać poprzez jego prawdę.” Prawda o nas, prawda o świecie znajduje się w śmierci – wszystko, co śmiercią nie jest, jest tylko mamidłem, błazeńskim trykotem. Śmierć to filtr, który odcedza nieistotne akcydensy ludzkiej natury, jej komiczne upierzenie od tego, co kryje się, czy raczej może się kryć, pod tym przebraniem.

Świat Zaburzenia to miejsce „absolutnie niemiłosierne”, przenicowane przez śmierć, miejsce, w którym „wszystko dzieje się w śmierci”. Życie to jedynie prolongowana w przyszłość śmiercią. „Życie jest szkołą, w której naucza się śmierci (…) Świat jest szkołą śmierci (…) Jedynym osiągalnym celem nauki jest śmierć.” Śmierć w Zaburzeniu to pasożyt żerujący na człowieku, który w każdym zawczasu składa jajeczka, by wcześniej czy później rozwinąć się z niszczycielską mocą.

 

„Trzeba się rozliczyć z fizycznością. Wszystko jest rozliczaniem z fizycznością.” Wrogość do ciała, awersja do fizjologii raz po raz dochodzi w Zaburzeniu do głosu. Ciało to siedlisko chorób, matecznik śmierci, naczynie wypełnione obrzydliwościami. Myśląc o źródłach podobnego postrzegania cielesności przez Bernharda, nie sposób pominąć jego biografii. Doświadczenie ciężkiej choroby płuc, która od wczesnej młodości zmuszała pisarza do wysługiwania się swemu ciału, ulegania mu, uważania na nie, w żadnej innej książce, nawet w Chłodzie, gdzie opisuje przecież szpitalną kurację, nie ma aż tak daleko idących konsekwencji. I choć za próbami wyjaśnienia danego dzieła przez kontekst życia pisarza kryje się zwykle ciekawość voyeurysty, w niewielkim stopniu różniąca się od pragnienia piszczącej nastolatki, by zajrzeć do alkowy swego idola, rzadko kiedy też źródła twórczości są bardziej ewidentne niż w przypadku Austriaka. W jego książkach natrętnie powracają konkretne motywy związane z osobistą cielesną przypadłością, na przykład nagminnie pojawiająca się opozycja mokre-suche, która z kolei odpowiada parze choroba-zdrowie. Bernhard w swoich powieściach wielokrotnie konfrontuje ze sobą skwarne Południe i zimną, wilgotną Północ, rozgrzane słońcem osady Italii i skulone w chorobliwym cieniu alpejskie wioski, takie same jak te, przez które podróżuje narrator Zaburzenia. To, co wodniste, podatne jest na gnicie, dlatego cielesność jest słaba, skazana na zagładę i godna pogardy.

Ta pogarda przywodzi na myśl ducha manicheizmu. Wprawdzie gnostycyzm to użyteczny wytrych, którego nadużywa się w krytyce, ilekroć tylko jakiś pisarz pozwoli sobie na szkalujące cielesność aluzje, jednakże akurat w przypadku Zaburzenia przywołanie tej tradycji nie wydaje się szczególnym nadużyciem. W gnostyckich mitach kreacja jest związana z upadkiem, stworzenie zaś tego upadku konsekwencją. Powstanie materii, jak to opisał Gilles Quispel, jest bezpośrednim następstwem namiętności: z pasji Sophii powstała ziemia, z jej bólu woda, a ze strachu powietrze. Materia jest zatem skażona u swych początków, a początek świata to pochodna preegzystencjalnej tragedii. Podobnie rzecz ujmuje w Zaburzeniu Bernhard, nazywając „akt stworzenia (…) jedynie aktem potwornego wyczerpania”. Oczywiście u austriackiego pisarza mamy do czynienia ze specyficznym przypadkiem – to manicheizm umowny, pozbawiony wiary w wyzwolenie z cielesności, bo wyzwolenie z ciała nie jest powrotem do prawdziwego istnienia, ale odwrotem od jedynej formy egzystencji. Jego wizję można by nazwać manicheizmem ateistycznym – można by, gdyby podobna ekstrawagancja w ogóle była do pomyślenia.

Gnostycyzm przeciwstawiał skalanej materii czystość ducha; bohaterowie Bernharda, oszalała trupa gnostyków bez zbawiciela, szuka ucieczki w intelekcie. Uczucie-umysł to kolejna binarna para, z jaką obcujemy w Zaburzeniu, ściśle odpowiadająca zresztą skonfrontowaniu sobie mokrego i suchego oraz zdrowego i chorego. Ciało, jak w gnostyckim micie, jest u Bernharda siedliskiem emocji; „jeśli człowiek pozwoli, żeby przyćmiły go uczucia, i nie przeciwdziała normalnemu nieustannemu zamroczeniu umysłu, popada w zwątpienie (…) Większość ludzi to istoty emocjonalne, a nie intelektualne, większość rozwiewa się więc w stanie zwątpienia, a nie rozumności”. Ciało, do którego umysł – żeby raz jeszcze uciec się do manichejskiej symboliki – jest przybity niby gwoździami, można jednak ćwiczyć, represjonować, przywoływać do porządku. „Przyjemnie jest panować nad sobą, oświadcza narrator, sprawiać przy użyciu mózgu, że człowiek staje się mechanizmem, któremu można rozkazywać i który daje posłuch (…) Już od dawna traktowałem siebie jako organizm, który coraz częściej udaje mi się dzięki sile woli dyscyplinować na rozkaz.” (…)

Ciąg dalszy TUTAJ.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 09/05/2011 by in lektury obowiązkowe, powieść and tagged .
%d bloggers like this: