Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Wygnanie z ateistycznego raju

Mariusz Szczygieł ZRÓB SOBIE RAJ

 „Proszę pana, jak się jest członkiem takiego małego narodu, to jest to strasznie śmieszne. Ale jak jest się poetą takiego małego narodu, to jest już sto razy śmieszniejsze”. (Egon Bondy)

Czesi to taki naród, w którym łatwo się rozsmakować. Wystarczy wybrać się do kina na Hřebejka czy Šveraka, a później, dla pogłębienia efektu, obejrzeć jakąś polską debatę polityczną, by zacząć po cichu tęsknić za mityczną bezpretensjonalnością naszych sąsiadów wobec świata i jego smutnych kawałów. Jak zresztą nie sympatyzować z nacją, która jako przekleństwa używa słowa černoprdelniki?

Mój osobisty powód, dla którego Czechów lubię, wydaje mi się nie gorszy od innych, a nawet, powiem nieskromnie, nieco lepszy, bowiem zasadniczo ma charakter estetyczno-emocjonalny. Darzę bowiem Czechów sympatią od 23 czerwca 1996 roku i cudownego gola wbitego Portugalii przez Karela Poborsky’ego w ćwierćfinale mistrzostw Europy. Od tego czasu uważam ich za naród wyjątkowy i kiedy moja polskość (albo polskość w ogóle) szczególnie mi dopiecze, myślę sobie, że chętnie zamieniłbym ją na nieco bardziej wygodny ustrój duchowy.

Po lekturze książki Szczygła odżyło we mnie tamto popołudnie sprzed niemal dokładnie piętnastu lat. Zapamiętałem je nie tylko z powodu kunsztu Poborsky’ego, ale i z przyczyn daleko bardziej osobistych. Miłość bowiem, Drodzy Państwo, rezonuje w nas często właśnie w taki sposób – cieniem jakiegoś chmurnego popołudnia, zapachem deszczu i z nagła obudzoną sympatią do kraju, w którym nigdy się wcześniej nie było.

„Zrób sobie raj” to książka doskonała zarówno, by utrwalić w sobie przyjaźń do naszych południowych sąsiadów, jak i niechęć – bo obraz Szczygła w dużej mierze powiela stereotyp w duchu Haška, Hrabala czy Škvorecky’ego. Tyle że stereotyp ten widziany jest oczyma Polaka, a więc istoty z zasady gotowej tropić usterki egzystencji w dowolnym miejscu i czasie. Szczygieł o Polsce mówi w świetnie nam znanym masochistycznym duchu, charakterystycznym dla polskich intelektualistów: „nasz naród nie potrzebuje autostrad i dlatego prawie ich nie mamy. Nasz naród do życia potrzebuje nieszczęścia (…) Polska kultura jest kultura nekrofilską. Śmierć powoduje uszlachetnienie człowieka (…) Polacy są więc lepsi w celebrowaniu pogrzebów i klęsk niż sukcesów”. Niby nic nowego, ale trudno się nie przejąć.

Czechy z książki Szczygła, zwłaszcza z punktu widzenia człowieka zaszlachtowanego polskim cierpiętnictwem i nieustającą maszynką boleści, wydają się malutkim rajem stworzonym na bardzo ludzką, a więc stosowną do naszych słabości miarę. „A płacz, krzyk i cierpienie? Tu nikt nie lubi cierpieć” – opowiada autor „Gottlandu”. Przez większą część tej książki człowiek nie może opędzić się od myśli, że chciałoby się pomieszkać w takim miejscu pełnym przyjaznych, uczynnych i sympatycznych istot, w którym bohaterem narodowym nie jest ktoś, komu historia przemaszerowała się po plecach, łamiąc przy tym kręgosłup, tylko bramkarz hokeja na lodzie (co, zważywszy na otępiający wpływ telewizji na nasze umysły, nie byłoby zresztą niczym nadzwyczajnym, gdyby nie fakt, że tenże bramkarz, nomen omen Dominik Hašek, ma wykształcenie filozoficzne i historyczne).

Wspaniali czescy artyści, których sylwetki Szczygieł przedstawia w naprawdę ujmujący sposób, wydają się napędzani – wszyscy, bez wyjątku – ambicją, by jakoś się po swojej czeskości przejechać. Ale i problem mają ten sam: „w Czechach bardzo trudno obrazić państwo, naród lub religię”. Dopiero z tej perspektywy  widać, jak to dobrze być awangardowym artystą w konserwatywnym społeczeństwie – wystarczy drobiazg, jakieś połączenie genitalno-sakralne, aby trafić do głównego wydania wiadomości telewizyjnych.

To wygląda na raj – raj ateistyczny, a więc ograniczony ramami doczesności, ale jednak raj. Przynajmniej do chwili, gdy Szczygieł zaczyna zaglądać za jego kurtyny. Wtedy zachwyt autora swoimi bohaterami też jakby się załamuje. I jak to ze wszystkimi załamaniami bywa, w szczelinie, która w ten sposób powstaje, zaczyna pulsować czarna dziura, wyziera z niej pustka. Czesi, zadowoleni z siebie i porzucenia miazmatu boga, zaczynają wyglądać trochę jak wydrążone istoty, które usiłują wypełnić potrzebę metafizycznych przeżyć za pomocą sztuczek rodem z karykatury New Age. Bo to, że nie ma w nich skłonności do ceremonialnego uczestnictwa w religijnych spędach i lekce sobie ważą watykańskiego namiestnika, nie znaczy wcale, że jakoś się duchowo nie wyżywają. Znamienne – i smutne – są przywoływane przez Szczygla wypowiedzi czeskich gwiazd ekranu i estrady (gwiazdki, jak wiadomo, nie muszą być specjalnie rozgarnięte, ale dość dobrze reprezentują wypadkową estetycznych oczekiwań całego społeczeństwa) na ten temat. Taki Michal David na przykład, piosenkarz, „miał córkę, która zmarła na białaczkę (…) On i jego żona są przekonani, że taka była jej karma. Następne pięćdziesiąt lat życia mogłoby ją tylko <<skrzywdzić>>”. Po podobnym dictum zaczynam myśleć, że może już lepiej wierzyć w Benedykta…

Wahania, jak tych cudownych Czechów postrzegać, pogłębia jednak przede wszystkim znakomity, najlepszy w książce, rozdział poświęcony ceremoniom pogrzebowym, a właściwie ich brakowi. Bo Czesi coraz częściej rezygnują z pogrzebów, a umarły błyskawicznie pokonuje drogę od żywej istoty do osobliwego przedmiotu, którym zajmują się wyspecjalizowane firmy. Śmierć jak zamknięcie książki – żadnych pożegnań, egzekwii, kropka i basta. „W Czechach nieodbierana jest co trzecia urna (…) najczęściej nieodbierani są rodzice (…) częściej matki niż ojcowie.”  „Zrób sobie raj” da się więc traktować jako memento dla zlaicyzowanego świata, który prycha z pogardą na widok babinek skupionych wokół plastikowych figurek Matki Boskiej. Babiny są raczej zabawne, zgoda, ale warto też przy tej okazji się zastanowić , czy my, z naszym kultem doczesnego wniebowstąpienia, nie jesteśmy aby jeszcze bardziej żałośni?

2 comments on “Wygnanie z ateistycznego raju

  1. Doczytania
    13/06/2011

    Również dziękuję. Bardzo celna książka, chciałoby się powiedzieć.
    Kłaniam się.

  2. Mariusz Szcz.
    12/06/2011

    Dziękuję. Bardzo celna recenzja.
    Pozdrawiam serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 12/06/2011 by in lektury obowiązkowe, literatura faktu and tagged , , .
%d bloggers like this: