Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Nakładać pustkę na pustkę

Fleur Jaeggy, Żywoty domniemane

Po pozycji o równie znakomitym, z ducha Borgesowskim tytule, sugerującym jakieś biograficzne gry i zabawy, a dodatkowo z ducha postmodernistyczną dowolność, wiele można sobie obiecywać, nawet jeśli książka okazuje się jedynie książeczką. Ostatecznie powszechnie wiadomo – a w każdym razie zwykło się tak utrzymywać – że nie rozmiary są w życiu najważniejsze. Jak jednak pomieścić na osiemdziesięciu stronach cztery biografie, w dodatku równie zagadkowe co żywoty de Quinceya, Keatsa, Schwoba czy Roberta Walsera, by nie pozostawiły po sobie jedynie uczucia napoczęcia, urwanego szkicu, niewykończonego portretu? Autorka wyraźnie wzięła się na sposób i – całkiem rozsądnie – nie targnęła się na życia opisywanych przez siebie postaci z ambicją dokopania się do ich tajemnicy, czego wynikiem, biorąc pod uwagę mikre rozmiary całości, musiałyby być niechybnie skrótowce godne Wikipedii. Postawiła raczej na przyczynki do biografii, fragmenty, sceny, oprawione w oryginalny, niekiedy wręcz urzekający styl. Wyszły jej żywoty w skrótach poprzecznych; istnienia przeszyte na wskroś dosłownie kilkoma sztychami, poskładane z momentów, uwięzione i ściśnięte do kilku, najwyżej kilkunastu stron tekstu. Nie ma więc co liczyć, że zagadka tych zadziwiających, zwichniętych egzystencji zostanie choćby tknięta – forma tekstów Jaeggy przekreśla tę możliwość już na wstępie.

Pojawia się zatem następujące zagadnienie: w jakim celu, nie licząc powodów ekonomicznych, te eseje powstały? Problemem może być znalezienie klucza, który łączyłby wzmiankowanych wyżej pisarzy; trudno o odpowiedź na pytanie, dlaczego Fleur zajęła się akurat tymi, a nie innymi postaciami, a nade wszystko – dlaczego współistnieją one w jednej książce? Trzeba bowiem niejakiego wysiłku, by znaleźć paralele między opisywanymi przez autorkę twórcami. Z kluczami jednak – zwłaszcza interpretacyjnymi – jest tak, że jak się dobrze uprzeć, zawsze jakiś się znajdzie. Komu będzie zależało, dopowie sobie resztę – zapewne nie bez pomocy wyrażeń w stylu poetes maudits, poeci przeklęci. Ostatecznie cała czwórka bohaterów Żywotów domniemanych spełnia wysokie kryteria, jakie nasze kultura stawia przed kandydatami na to uwznioślone modernistyczną tradycją stanowisko – cały kwartet hołdował bowiem zasadzie, która powraca nachalnie w prozie Walsera, a której współczesnym wyrazicielem jest Michel Houellebecq – „Wolałbym nie”.

Skłonność, jaką współczesna kultura przejawia w stosunku do tych, którzy stają wobec niej okoniem – z ostatnich tygodni kłania się casus Amy Winehouse – jest jednak głównie dowodem na to, do jakiego stopnia przesiąknęliśmy duchem romantyzmu, z jego przekonaniem, że twórca toczy nieustanny bój ze światem, od kołyski aż po grób; walkę, którą ze względu na dysproporcje sił musi prowadzić za pomocą różnego rodzaju używek i wspomagaczy, w ostateczności wzmacnianych osobistym szaleństwem. Ciekawie byłoby zastanowić się, czego nie dostaje naszej rzeczywistości – lub czego jest w niej nadmiar – że musi uciekać się do tragicznych legend tych, którzy ze światem mieli – lub chcieli mieć – jak najmniej wspólnego. (…)

 

Cała reszta w Literatkach, gdzie będę od czasu do czasu publikował. Ale stronę polecam nie tylko z tego względu…

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 16/08/2011 by in biografia, lektury nadobowiązkowe and tagged , , , .
%d bloggers like this: