Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

CZEGO NIE ZROBIŁBY JEZUS…

Chuck Palahniuk

UDŁAW SIĘ

Nie jestem dobry, miły, czuły, nic z takich gównianych rzeczy. Więc dość tego udawania. Gówno mam, a nie serce. Nie uda wam się mnie zmusić, żebym coś poczuł. Nie uda wam się do mnie dobrać.
 

Są książki, o których od pierwszego zdania wiadomo, że oczekiwać po nich optymizmu to naiwność. Udław się rozpoczyna apostrofa-ostrzeżenie: „Po dwóch stronach będziesz miał dość. Więc daj sobie spokój. Odejdź. Uciekaj, dopóki jesteś w jednym kawałku. […] To, co się tutaj dzieje, najpierw cię wkurzy. A potem będzie już tylko coraz gorzej”. Nie będzie, możecie być Państwo spokojni. Co więcej, jeśli tylko odpowiednio się duchowo nastroić, Udław się przyniesie masę nieoczekiwanej frajdy.

Trzeba mieć jednak pewne skłonności, by polubić Palahniuka. Po pierwsze i najważniejsze, nie należy przeceniać wartości pozytywnego myślenia. Udław się to proza wybitnie defetystyczna, nie tyle ponura, co zacietrzewiona w swym zwalczaniu wszelkich przejawów optymizmu. „Zasłużył sobie na wszystko, co go spotkało. Oto zbałamucony prostaczek naprawdę uwierzył, że przyszłość może być lepsza. Jeśli będziesz solidnie pracował. Jeśli zdobędziesz wykształcenie. Nauczysz się uciekać dostatecznie szybko. Wtedy wszystko się ułoży i do czegoś w życiu dojdziesz. […] Wyobraź sobie kogoś, kto wyrósł na takiego głąba, że nie połapał się, iż nadzieja to kolejny etap, z którego się wyrasta. Kogoś, kto uważał, że można czegoś dokonać, zrobić cokolwiek, co przetrwa na zawsze”. Po wtóre, dobrze gustować w soczystym, mięsistym, a niekiedy wręcz wulgarnym poczuciu humoru. Bo powieść Palahniuka wyda się Wam prześmieszna, jeśli nie traktujecie życia zbyt poważnie. I po trzecie, żeby zasmakować w Udław się, warto też mieć podobny stosunek do seksu. Bo skoro narratorem jest seksoholik, który układa „nieustraszony i wyczerpujący bilans moralny”, rozsądnie jest oczekiwać, że i erotyki w fabule nie zabraknie. Udław się wychodzi temu oczekiwaniu naprzeciw, przy czym, mimo całej specyfiki frazy Palahniuka, która jest mniej więcej tak subtelna jak tytuł książki, można się zarykiwać ze śmiechu, kiedy narrator opowiada o swych erotycznych perturbacjach.

„To opowieść o tępym małym donosicielu, który bez dwóch zdań jest najdurniejszym zasrańcem, beksą, ciulem, jakiego nosiła ziemia”. Palahniuk rzecz jasna przesadza; konkurencja jest zbyt mocno obsadzona. Ale faktycznie, autor robi, co może, by swego bohatera upokorzyć. Stworzona przezeń postać to nieudacznik z wyboru, człowiek żyjący z tego, że inni czują się przy nim lepsi, profesjonalny niedojda. „Właśnie dlatego to robię. Zadaje sobie tyle trudu. Żeby postawić na piedestale choćby jednego nieznajomego. Żeby uratować jeszcze jedną osobę przed nudą. Nie chodzi mi tylko o pieniądze. Nie chodzi wyłącznie o wyrazy uwielbienia”.

Palahniuk lawiruje gdzieś między Philipem Rothem a Bukowskim; nie jest tak intelektualnie wyrafinowany jak autor Kompleksu Portnoya, nie jest też równie dosadny co pijaczyna z Kalifornii, ale jego proza ma podobne źródła — męskie obsesje. W Udław się jest ostro i bez ceregieli. Przy czym, w przeciwieństwie choćby do Bukowskiego, Palahniuk nie przesadza z wulgaryzmami, zaprawiając raczej swego bohatera cynizmem niż ordynarnością. A bohaterowie cyniczni mają zwykle do powiedzenia wiele o ludzkiej naturze, i to w tonie mało przypadającym do gustu piewcom przyrodzonej godności człowieka. „Stara zasada mówi, że to, co piękne, daje ci radość na zawsze; z mojego doświadczenia wynika, że nawet najbardziej urodziwe stworzenie sprawia ci frajdę przez mniej więcej trzy godziny, góra. Bo potem będzie ci chciała opowiadać o traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa”.

To nie jest powieść mizoginistyczna, choć jestem pewien, że przy odrobinie interpretacyjnego wysiłku i odpowiedniego nastawienia da się Palahniuka zapędzić w tę przegródkę, gdzie trzyma się pisarzy nie do końca oddanych idei gender. Bo o kobietach pisze się tu dużo i różnorodnie, choć — przyznajmy — nie zawsze pochlebnie. „Z twarzą zanurzoną po uszy w jej cudownie jędrnym tyłku, nie mogłem wyjść ze zdumienia, czego kobieta potrafi doszukać się, jeżeli przypadkiem wyrwie ci się: «Kocham cię»”. Jednak, jeśli się nad tym zastanowić, właściwie okazuje się, że narrator wkłada wiele wysiłku, by uniezależnić się od kobiet jako obiektów seksualnych. „Nie potrzebujemy kobiet — deklaruje. — Na świecie jest tyle innych rzeczy, z którymi można uprawiać seks […] Podgrzane w kuchence mikrofalowej arbuzy. Wibrujące rączki kosiarek do trawy, które są akurat na wysokości krocza. Są odkurzacze i poduszki z grochem. Witryny internetowe. Wszystkie te czatownie, w których napaleni faceci podszywają się pod szesnastolatki. Wierzcie mi, najlepsze cyberlaski to faceci z FBI”.

Książki poświęcone ojcom, zwykle mniej lub bardziej nikczemnym, to nieomal odrębny gatunek literacki. Zdecydowanie gorzej w literaturze reprezentowane są wyrodne matki (co między innymi może — ale nie musi — dowodzić, że jednym z podstawowych warunków twórczości literackiej jest przerobienie we własnym zakresie problematu ojca). Udław się stara się jednak tę lukę zapełnić, i to z powodzeniem. Matki odciskają zwykle na nas swoje piętno bardziej dyskretnie niż ojcowie (ostatecznie dysfunkcja jest jakoś w ojcostwo wpisana, ojcowie to permanentni zawodziciele), jeśli matki rujnują nam życia, to częściej z miłości niż jej braku (ale cierpliwości — pierwsze pokolenie wyemancypowanych matek dopiero zaczyna się reprodukować, więc na efekty przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać). Palahniuk jednak funduje nam rzecz oryginalną — postać prawdziwie złej rodzicielki; ta ostatnia ma w swoim życiorysie liczne wyroki, między innymi „za czyny lubieżne”, i jest z ducha anarchistką, która podmienia zawartość opakowań z farbami do włosów, tak by platynowe blondyny stawały się rudymi maszkarami. Jej zasadniczą ambicją jest wprowadzić trochę chaosu w uporządkowany świat. Prawdopodobnie z powodów genetycznych właśnie narrator Udław się czuje się bardzo zaniepokojony faktem, że ktoś mógłby uznać go za człowieka dobrego. Wielokrotnie zatem, w ramach testowania samego siebie, rozważa, „czego Jezus by NIE zrobił” — w ten sposób wyznacza sobie kierunek, zdobywa jakiś (anty)wektor postępowania.

Podsumowując: z dawien dawna nie czytałem czegoś równie szalonego, przewrotnego i nihilistycznego. Palahniuk nie stawia sobie żadnych granic, za to bez zmrużenia okiem prze przez te, które wyznaczają inni. Cholernie świeża i zaskakująca proza, niewielki ładunek wybuchowy podłożony pod świat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 23/10/2011 by in lektury obowiązkowe, powieść and tagged .
%d bloggers like this: