Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Ostrożnie, prawda!

Philip Roth

Fakty

To pewne – na taką książkę w wykonaniu Philipa Rotha czekaliśmy latami. Jak wiadomo, wszelkie nowinki pojawiają się w Stanach znacznie wcześniej niż u nas, więc i na tę trochę sobie poczekaliśmy – dokładnie od 1988 roku, gdy Fakty miały premierę w USA. Ale w końcu ją mamy – „autobiografię powieściopisarza”. Mistrz mistyfikacji opowiadający o swoich narracyjnych technikach, źródłach twórczości, inspiracjach, tworzywie, w którym pracuje – cóż za sposobność, by rzucić wścibskim okiem za zwykle szczelnie zaciągniętą zasłonę! Szczególnie w przypadku twórcy tak samoświadomego jak Roth, pisarza, który sztukę pozostawiania za sobą fałszywych tropów opanował jak mało kto.

To dobra sposobność, by zapoznać się z okolicznościami, które stworzyły Rotha-pisarza. Autor Operacji Shylock szczegółowo bowiem rozpisuje się na temat swoich lat szczenięcych, życia uniwersyteckiego, antysemityzmu, którego doświadczył, czy niewydarzonego małżeństwa z pewną nie do końca stabilną umysłowo kobietą. Mimo to spodziewać się po tym tomie sensacji i skandalu nie ma najmniejszego sensu. Ton, który amerykański pisarz przybiera, zwłaszcza gdy napomina o rodzicach, jest wyrozumiały, wyważony, ba, wręcz empatyczny i może być sporym zaskoczeniem, kiedy uzmysłowimy sobie, że ten sam człowiek popełnił choćby Kompleks Portnoya. W Faktach jednak Roth bardziej niż tym, co mu się niegdyś zdarzyło, zajmuje się samoidentyfikacją, rozważaniem, kim był – i kim jest – jako żydowski pisarz dorastający w USA. W pewnym sensie ta „autobiografia” to portret artysty w czasie, portret niestabilny, płynny, właściwie nawet seria portretów ukazujących pisarza w jego stawaniu się. Roth swoim zwyczajem się nie wdzięczy; stan umysłu tego kogoś, kim był, gdy zaczął odnosić pierwsze sukcesy literackie ocenia bez ceregieli: „Była to z mojej strony pycha najczystszej wody, arogancja małej literackiej mentalności, całkowicie przekonanej o tym, że posiadła najwyższa mądrość”. A o swych ówczesnych ambicjach mówi z całkowitym lekceważeniem: „Zamierzałem być ubogi i nieskalany – coś między literackim kapłanem a bojownikiem intelektualnego oporu w dostatnim świńskim niebie Eisenhowera”. Jedynie gdy opisuje wściekłe ataki środowisk żydowskich po wydaniu jego debiutanckiego zbioru opowiadań, pozwala sobie na postawę nie tak bardzo odległą od póz charakterystycznych dla romantycznych artystów: „Moje upokorzenie (…) okazało się najszczęśliwszym trafem, na jaki mogłem liczyć. Byłem napiętnowany”. Na poziomie właśnie faktów najważniejsze jest zatem to, jak Roth przygląda się samemu sobie, zarówno przez pryzmat czasu, jak i własnych książek – w tych ostatnich śledzi niewyraźne cienie siebie samego, niedokładne, zniekształcone odbicia, refleksy własnego doświadczenia.

W specyficznym wstępie – liście autora do bohatera – padają szumne deklaracje „odkrycia się w prozie (…) bez kamuflażu”, a Roth posuwa się nawet do wyznań w rodzaju: „obnażam się przed ludźmi bez przekształceń” albo: „porywam się na biograficzną przejrzystość”. Zduście jednak, Drodzy Państwo, westchnienie ulgi, jeśli choćby przez moment pomyśleliście, że Roth wreszcie wykonał przed nami striptiz, ukazał swoje dno. Już bowiem ten zabieg – inwokacja autora do swego bohatera (choć w przypadku Zuckermana słowo „bohater” to pewnie za mało; bardziej adekwatnym określeniem byłoby dlań np. „wieloletni towarzysz broni”) – jest widocznym znakiem planowanej mistyfikacji. Choć więc Roth nazywa się w Faktach „pisarzem samego siebie”, nie ma sensu zbyt dosłownie obchodzić się z podobnym stwierdzeniem. Jest bowiem wiele powodów, by mu nie ufać. Po pierwsze, człowiek jest rzadko dobrym sędzią we własnej sprawie i pokładać wiarę w tym, że dotrze do prawdy o sobie samym należy w stopniu ograniczonym. Ale ważniejszy jest dowód „z doświadczenia” – wystarczy mieć jakieś szczątkowe obeznanie z twórczością Rotha, by traktować podobne twierdzenia ostrożnie.

Najgorszą chyba rzeczą, jaką można zrobić, sięgając po Fakty, to zawierzyć dobrej woli autora. Pisarze to zwykle kłamcy z natury, ale Roth to po prostu łgarz patologiczny. Stąd też i do jego „autobiografii” lepiej podejść ostrożnie, będąc gotowym, że ta „konfesja” znów zamieni się w typowo Rothowską grę, której główną zasadą jest to, że czytelnik w końcu wychodzi na dudka. Łatwo bowiem odnieść wrażenie, że jedną z najbardziej cenionych przez Rotha satysfakcji oferowanych przez zawód literata jest możliwość pośmiania się z przyzwyczajeń potencjalnego odbiorcy, zwłaszcza skłonności do utożsamiania bohatera książki z autorem. Roth zwykle hałaśliwie protestował przeciw takim praktykom, tym razem jednak wziął się na sposób dla siebie oryginalny i postanowił zaszachować wszystkich „szczerością”. Szczerość zaś, jak wiadomo, to jedna z bardziej podejrzanych kategorii literackich, czego i sam autor w Faktach specjalnie nie kryje: „Swoistą naiwnością ze strony pisarza takiego jak ja jest deklaracja o przedstawianiu się «bez kamuflażu» i opisywania «życia bez fikcji»”.

Roth właśnie za pomocą faktów podważa sens i „prawdę” wszelkich usiłowań autobiograficznych, uważając, że wyznanie, siłowanie się na rękę z rzeczywistością jest nie tyle domeną autentyczności, co wyrafinowanego kłamstwa, a autobiografia jako gatunek jest wprost skazana na kluczenie między prawdą a przemilczeniem. Tak zwane życie to bowiem dla powieściopisarza powróz, który pęta nawet nie tyle wyobraźnię, co właśnie możliwość bycia nieskłamanym. Prawda jest niemożliwa do wypowiedzenia, zbyt wiele czynników w nią ingeruje; za to powieść jest narzędziem wolności – dopiero kryjąc się za fikcją, pisarz może być przekonujący.

Długi i napastliwy list, jaki Roth wystosował do siebie samego, list zamieszczony na końcu Faktów, a na dodatek podpisany imieniem jego bohatera, jest w gruncie rzeczy esejem napisanym w obronie powieściowej fikcji – fikcji przeciwstawionej życiu, prawdy fabuły przeciw prawdzie życia. Odpowiedź Zuckermana na każdym kroku podważa wiarygodność informacji zawartych w Faktach, neguje samą metodę autobiografii. To samobójczy atak na autorską „prawdomówność”, policzek wymierzony rzekomej prawdzie wyznań. „On nie mówi prawdy o swoich osobistych doświadczeniach. W masce Philipa nie jest do tego zdolny. W masce Philipa jest zanadto układny (…) Mimo że on tak bardzo kontroluje swoje mechanizmy obronne, ta książka jest jedną wielką machiną obronną. Także ten list na końcu to nic innego jak samoobronny trick mający sprawić, że i wilk będzie syty, i owca cała (…) istotą całego zabiegu jest manipulacja (…) Nie przeczę, że rozwodzi się bez żenady nad swoimi słabymi punktami, najpierw jednak starannie selekcjonuje te słabe punkty”. Prawda, twierdzi Zuckerman, jest bowiem selektywna, a w autobiografii ważniejsze od tego, co się w niej znalazło, jest to, co zostało pominięte. Nawet więc jeśli zdarzenia się zgadzają, to prawda o życiu Rotha się nam wymyka, ba, wymyka się i samemu autorowi. Nawet spowiedź jest ostatecznie starannie ułożonym komunikatem, a konfesja w wykonaniu pisarza, chcąc nie chcąc, musi stać się literaturą, a więc czymś osobnym i co najwyżej równoległym w stosunku do naszego świata.

A zatem nie żadna autobiografia, a znowu powieść. Rothowi ponownie się udało – wywiódł nas na manowce, zanim zdołaliśmy się zorientować, ze jego „szczerość” to błędny ognik, który w końcu zniknie, pozostawiając nas na pastwę wątpliwości. „Twoim medium prawdziwie bezlitosnej autowiwisekcji – zwraca się Zukerman do swego twórcy – twoim medium autentycznej autokonfrontacji jestem ja”.

Fakty to jednak pozycja fundamentalną dla zrozumienia i interpretacji całości dzieła Rotha, choć wcześniej trzeba poradzić sobie z całą przewrotną wielopoziomowością fikcji w tym tekście. Problem powiązań między rzeczywistością a jej literackim ekwiwalentem to stały motyw twórczości Rotha, ale rzadko kiedy poruszany przezeń równie otwarcie. Można więc odnieść wręcz wrażenie, że ta „autobiografia” powstała między innymi po to, by dać autorowi sposobność wyjaśnienia swojej techniki artystycznej – modulowania rzeczywistości tak, by stała się godna literatury. Temu między innymi mają służyć zestawienia prawdziwych przeżyć autora z ich literackim ekwiwalentem. Rzeczywistość w skali 1:1 – twierdzi Roth – ze swą nudą i powtarzalnością jest nie do zniesienia, dopiero literatura nadaje jej intensywności, zwarcia, mocy.

Język to narowiste narzędzie – niesie tam, dokąd chce, nawet jeśli zdaje się nam, że jako tako nad nim panujemy. Ale Roth nad materią powieści wydaje się panować całkowicie, na tym terenie jest suwerenem, władcą absolutnym. Jedno jest bowiem równie pewne, jak to, że Fakty to rzecz doskonała – mamy do czynienia z fenomenem, który całe dziesięciolecia pracował nad tym, by jego życie wydawało się mniej autentyczne niż jego dzieło.

Tekst miał swą premierę w Literatkach, dokąd jak zwykle zapraszam.

3 comments on “Ostrożnie, prawda!

  1. Avo_lusion
    07/11/2011

    Wielkie gratulacje z okazji wyróżnienia w plebiscycie na literacki blog roku🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 31/10/2011 by in biografia, lektury obowiązkowe and tagged .
%d bloggers like this: