Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Powoli zapada zmierzch

Philip Roth

Upokorzenie

Philip Roth to pisarz, który od dobrych kilku książek kończy. Każda kolejna powieść jego autorstwa wydaje się ostatnim aktem, finalnym podsumowaniem, zebraniem do kupy tego, co z życia zostaje, słowem rzuconym na pożegnanie. I właśnie wtedy, gdy publiczność nabiera przekonania, że nic więcej do powiedzenia nie ma, w księgarniach pojawia się następny tytuł, który zaszyty w swej pustelni w stanie Vermont samotnik wypuszcza na poniewierkę po świecie. Nie są to może powieści tak zaskakujące, świeże i pełne werwy, jak Kompleks Portnoya, ale wystarczająco mocne, by wierzyć, że nie wszyscy twórcy – co stało się, niestety, udziałem choćby Woody Allena – muszą u swego zmierzchu stać się odległym echem po sobie samym z przeszłości.

Roth to jednak pisarz z kategorii do lubienia lub nie; albo zostaje się jego zdeklarowanym zwolennikiem i przyjmuje każdą kolejną rzecz, która wyjdzie spod jego ręki, z westchnieniem ulgi, że to jeszcze, albo po mniej więcej trzeciej książce uznaje się go za węża pożerającego własny ogon, w nieskończoność poruszającego się w ciasnych ramach kilku tematów na krzyż.

Podobnie jest z Upokorzeniem, książką patologicznie wręcz Rothowską. To bowiem kolejna wariacja na znany już temat, która i fanów Rotha, i jego przeciwników utwierdzi w przekonaniach dotyczących skali talentu pisarza. Bo choć akurat wydana u nas niedawno powieść odstaje pod względem pisarskiej roboty od – żeby nie sięgać daleko – znakomitego Duch wychodzi, niekiedy zanadto przypominając rozbudowany szkic czy zarys historii, która dopiero domaga się wypełnienia, to ostatecznie spotkamy się tu z tradycyjnymi elementami prozy Rotha – ostrością obserwacji, psychologicznym naturalizmem i brakiem jakiegokolwiek współczucia wobec własnych bohaterów. Ci ostatni, jak zwykle, są skonstruowani wedle wszelkich zasad prawdopodobieństwa, wiarygodnie, realistycznie i w sposób tak spójny, jak to możliwe tylko w literaturze.

Aktora Simona Axlera, głównego bohatera Upokorzenia, dopada przypadłość będąca największym koszmarem każdego artysty – impotencja twórcza. Nagle, bez przyczyny, przestaje w nim działać to, co działało przez całe życie – nie potrafi grać, każdy jego gest i słowo trącą fałszem, postacie, w jakie się wciela, zamiast żywić się jego talentem, wypełniają się słomą i bufonadą. Aktor, który nie gra, nie rozpoznaje się w rzeczywistości – jego prawdą jest scena, maska, udanie. Bez nich staje się bezradny i bezbronny. Wypełnia go pustka, paraliżuje niemoc, jego duch imploduje, wszystko w nim zapada się do wewnątrz. „I to go właśnie przerażało […] nic, co mu się przydarza, nie ma związku z niczym innym […] wszystko to kaprys. Wszechpotęga kaprysu. W każdej chwili sytuacja może się odwrócić. Właśnie – ta nieprzewidywalna odwracalność i jej władza”.

Upokorzenie rozpada się na dwie części – pierwsza opisuje upadek aktorski, a zarazem jakieś egzystencjalne nadłamanie, któremu ulega Axler, druga natomiast wypełnia temat już nieomal standardowy dla autora Amerykańskiej sielanki – romans ze znacznie młodszą kobietą. Oczywiście, ilość kobiet jest właściwie nieograniczona (nawet wyłączając z tego grona te, które posiadają solidną moralną nadbudowę), tak więc i wariantów romansów jest całkiem sporo; w tym wypadku stary i zgrany aktor wiąże się z lesbijką, która postanawia przestać być mniejszością na rzecz bardziej tradycyjnej formy ekspresji własnej seksualności. Reanimacja sił witalnych za pomocą kobiet, najlepiej sporo młodszych, to metoda powszechnie ceniona przez mężczyzn i usankcjonowana własną skutecznością, nic więc dziwnego, że odnosi chwilowy skutek również w przypadku Axlera – „był olbrzymem […] był z powrotem sobą-aktorem, świadomym dotychczasowych osiągnięć i przekonanym, że oto życie rozpoczyna się na nowo”.

Upadły aktor jest zatem jednym z nich – mężczyzn z zakonu Rotha, którzy gotowi są na wiele, byle tylko jeszcze raz odświeżyć się w kipieli młodości, nawet jeśli ceną za to jest pewność późniejszej udręki. Axler jest duchowym bratem protagonistów Konającego zwierzęcia czy Ducha…, kimś, kto mając świadomość ryzyka, rzuca się głową w przód w sytuację, która nie może mieć szczęśliwego zakończenia. Jego kochanka Pegeen, „koneserka sztucznych penisów”, to córka jego dawnych znajomych, rówieśników zresztą, którą „poznał jako oseska ssącego pierś matki”. Bohater Upokorzenia jest mężczyzną wydanym na pastwę swojego cielesnego głodu – wystawiony do odstrzału, bezbronny wobec trzydzieści lat młodszej kobiety. To skazaniec, który zmuszony jest w końcu wyznać: „przeliczyłem się, nie pomyślałem dobrze, co robię. Już nie byłem bożkiem Panem. O nie”.

Roth od zawsze prowadzi badania terenowe na mężczyźnie. Z upodobaniem wlecze swoich bohaterów po koleinach czasu, każe im iść za sobą krok w krok, doświadczać rzeczy właściwych kolejnym etapom życia. A że sam nie należy już do młodzieniaszków, od dłuższego czasu eksploruje w swych opowieściach problem zmierzchu, zarówno cielesnego, jak i intelektualnego, nurza stworzone przez siebie postacie w ograniczeniach i… upokorzeniach ich coraz bardziej podeszłego wieku. Towarzyszą mu wiernie – geriatryczny zastęp przenikliwych i jasno widzących siebie mężczyzn osuwających się w starość.

Śledząc ich w czasie, pisarz śledzi też z detaliczną drobiazgowością męskie bolączki i obsesje. W centrum uwagi Rotha znajduje się leciwa para – Eros i Tanatos, tym bardziej na siebie skazana, im dłużej ze sobą pląsa. Kwestia pożądania jest przez autora Przeciwżycia przepracowywana nieomal w każdej książce, poddawana analizie to z tej, to z innej perspektywy. Pożądanie jest bowiem bardziej żywotne niż samo ciało; zdaniem Rotha nie ma swego schyłku, nie idzie w sukurs marniejącej powłoce. Przeciwnie – pożądanie uwypukla jedynie cielesną degrengoladę, bo pozostaje młode i świeże, za każdym razem jakoś podobne. Zmienia się tylko reakcja na nie i problemy z nim związane. W Kompleksie Portnoya, tej księdze założycielskiej Rothowskiego erotyzmu, mamy do czynienia z seksualnością rozchełstaną, wulgarną, nieznającą swych granic, w ostatnich zaś jego powieściach z jej wersją nadłamaną, doświadczoną przez życie, a nade wszystko obciążoną czasem. Dlatego, mimo że proza Rotha to głównie zestaw męskich fantazji seksualnych o kobietach wyzbytych skrupułów i zahamowań, pewnych siebie i wiedzących, czego chcą, a przy tym interesujących nie tylko przed, ale i po łóżkowej akrobatyce, wydaje się, że żaden autor równie drobiazgowo nie rozpisał mężczyzny, nie rozłożył go tak skrupulatnie na czynniki pierwsze i nie ukazał go w całej jego cielesno-psychicznej nędzy.

Jeśli, Drodzy Państwo, gustujecie w sekcjach zwłok, Upokorzenie jest dla Was.

Tekst pisany dla Literatek i opublikowany tam niedawno.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 15/11/2011 by in lektury nadobowiązkowe, powieść and tagged .
%d bloggers like this: