Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Uroki zaangażowania

Malcolm Bradbury
Homo historicus

Czytelnik 1982

Jakże to lubimy! Jakże lubimy, gdy autor bez krztyny litości znęca się nad swoimi bohaterami, gdy dworuje sobie z nich bez umiaru, odziera z godności, a do tego nurza jeszcze w egzystencjalnych i życiowych kryzysach. Jakże lubimy podobnych bohaterów — moralnie zbankrutowanych, emocjonalnie niewypłacalnych, tonących we własnych pomyjach, przede wszystkim zaś zbyt zakłamanych, by przeżyć jakieś katharsis. A właśnie taki zestaw indywiduów funduje nam w swojej przezabawnej powieści Malcolm Bradbury.
Trudno właściwie wyobrazić sobie wdzięczniejszy temat do satyry, Bradbury bierze bowiem na cel mit sześćdziesiątego ósmego roku, kiedy to życie „szło naprzód; w 1969 uznano istnienie niepokoju egzystencjalnego oraz dramatu współczesnego człowieka. Uznano też, ze żyjemy w świecie pluralizmu i relatywizmu”. Homo historicus to zatem doskonały paszkwil na pewien typ umysłowości, który tylko z pozoru przeszedł do lamusa — angielski autor portretuje lewicującą uniwersytecką socjetę drugiej połowy XX wieku. Wystarczy jednak troszkę porozglądać się wokół, by zrozumieć, że napisana w 1975 roku powieść wcale się tak bardzo nie zdezaktualizowała; ostatecznie w naszych zdesakralizowanych czasach nietrudno spotkać ludzi, którzy z braku laku uznali postępowość za swoje wyznanie wiary.
Pierwszorzędnymi bohaterami powieści jest arcypostępowe małżeństwo Kirków — Howard, socjolog o renomie wrażliwego na krzywdę społeczną rebelianta, i Barbara, pozbawiona uprzedzeń kobieta nowoczesna. Jak większość ludzi — jak większość z nas — Kirkowie mają potrzebę bycia kimś określonym, zdefiniowanym, kimś, kto ma granice, dzięki którym można by się wobec świata jakoś ustawić. Stąd też nie ma w nich śladu światopoglądowego mazgajstwa; są parą lewaków, co się zowie, radykalnych i nieprzekupnych, z gatunku tych, którzy chcieliby pożogi zastanej rzeczywistości w imię ciągłego ruchu, ponieważ „niezależnie od tego, co robią, nigdy nie zapominają o własnym rozwoju”.
Bradbury bierze ich wszakże w obroty w momencie pewnego przesilenia, gdy rozkosze zaangażowania nieco blakną, a oni sami zaczynają odczuwać ideologiczną posuchę, a nawet wydają się jakby trochę zasuszeni w swych życiowych rolach i wyborach. „Są bowiem dobrze po trzydziestce i naturalnie do czegoś doszli […] Jako słynny radykał uniwersytecki [Howard] jest już starszym wykładowcą i członkiem licznych komitetów”. A wiadomo, nie jest łatwo być konsekwentnym wywrotowcem, gdy sukces sam pcha się w łapy i w praktyce trzeba się skonfrontować z treścią nalepki, którą Kirkowie nakleili na tylnej szybie samochodu: „Forsa to gówno”.
Każdy duch radykalny karmi się poczuciem zaznawanej krzywdy, żywi się własnym uciskiem, łaknie przemocy doznawanej ze strony wrogich sił. Znamy to przecież z autopsji; w końcu i w naszym kraju najbardziej różnorodne grupy toczą krwawe boje o miano najbardziej uciskanej mniejszości. Uczucie pokrzywdzenia powiązane ściśle z uczuciem moralnej racji to doskonała pożywka dla miłości własnej, stąd też równie hucznie cierpią ucisk stołeczni geje, jak i prawicowi publicyści, niedojadający intelektualiści oraz uciskani przez fiskusa przedsiębiorcy. Ostatecznie — a Kirkowie doskonale zdają sobie z tego sprawę — głównym zagrożeniem dla ludzkiej tożsamości nie jest bynajmniej ucisk, lecz nadmiar pozbawionej granic wolności. „Dlaczego nie naciskają nas tak jak kiedyś?”  — pyta z niepokojem jeden z bohaterów Homo historicus. „I w tym właśnie jest problem — pada odpowiedź. — Trzeba ich kopnąć w miękkie, liberalne podbrzusze. Trzeba znaleźć taki punkt, w którym są zbyt tolerancyjni, i tam uderzyć”. Głównym problemem Kirków pozostaje fakt, że permanentna rewolucja wymaga permanentnego wroga, zaś jego brak wywołuje poważny niepokój. „Pamiętasz okres, kiedy ludziom takim jak my życie nie wydawało się bez sensu? — pyta Barbara. — Wszystko stało otworem, czuliśmy się wolni, mieliśmy tyle do zrobienia, a rewolucja była na wyciągnięcie ręki? Mieliśmy po dwadzieścia kilka lat i mogliśmy na sobie polegać”.
Jeśli zatem do tej pory sądziliście, ze nikt nie szydzi bardziej bezwzględnie z ideałów pokolenia dzieci-kwiatów niż niejaki Michel Houellebecq, sugeruję, byście sięgnęli po powieść Bradbury’ego. Wprawdzie w Homo historicus, w przeciwieństwie do takich Cząstek elementarnych, plwocina nie bryzga na lewo i prawo, mimo to do tej pory nie spotkałem się z książką, która tak skrupulatnie punktowałaby zaplecze ideałów, które stały się fundamentem naszego świata. A ile przy tym zabawy! Nie warto z niej rezygnować, nawet jeśli wśród swych nieco bardziej oświeconych znajomych człowiek narazi się przy tym na opinię reakcjonisty.

One comment on “Uroki zaangażowania

  1. swiatopowiadan
    04/04/2012

    zapraszam, u mnie literatura anglojęzyczna po polsku;p http://swiatopowiadan.wordpress.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 01/02/2012 by in lektury nadobowiązkowe, powieść and tagged .
%d bloggers like this: