Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Bez granic

Onegdaj pisałem rozwlekle o Henrym Millerze, swoim ulubionym pisarzu-pornografie.  Czas po raz kolejny popuścić wodzy swoim niskim instynktom i równie nieumiarkowanie poplotkować o burzliwym życiu jego najsłynniejszej kochanki – AnaïsNin.

Bez granic – Anaïs Nin

To cud, że Anaïs Nin stała się samą sobą. Prawdopodobieństwo, że zostanie jedną z najbardziej znanych, a przy okazji kontrowersyjnych pisarek na świecie było bowiem doprawdy mizerne. Urodziła się pod Paryżem 21 lutego 1903 roku, jeszcze w belle époque, kiedy mężczyźni zwykli traktować kobiety w najlepszym razie jak piękne secesyjne ozdoby, dorastała w pruderyjnych, protestanckich Stanach Zjednoczonych, matka zaś powtarzała jej, że „nie potrzebuje wiele do szczęścia”. I dodawała: „Jedynie bardzo złe kobiety spędzają życie poza domem”. Imię jednak zobowiązuje — a Anaïs pochodzi od Anaitis, imienia syryjskiej bogini wojny.

Młodości przyszłej pisarki nie dałoby się nazwać ani sielankową, ani spokojną. Tuż po dwudziestce miała już wiele za sobą; burzliwe dzieciństwo w artystycznym domu, przeprowadzkę z Europy do Stanów Zjednoczonych, małżeństwo i powrót do Francji. Jej ojciec, „inteligentny, podstępny, kulturalny” muzyk, podróżuje wraz z rodziną po całej Europie, od Barcelony po Paryż, nie pozostając przy tym wzorem cnót i wierności. W końcu, gdy Anaïs ma 11 lat, ów gorącokrwisty Hiszpan porzuca żonę ostatecznie. I choć wspomnienia życia rodzinnego Nin pełne są obrazów kłótni, a nawet przemocy, której zaznaje od ojca, niezwykle przeżywa jego odejście. Obwinia samą siebie, uważa, że nie jest wystarczająco atrakcyjna, by zatrzymać rodzica przy sobie, a w swym młodzieńczym dzienniku zapisuje nawet, że poniosła „porażkę w miłości”.

Przez całe niemal życie będzie starała się uporać się z tą wyrwą w swoim istnieniu — za pomocą kolejnych mężczyzn, literatury, dziennika, psychoanalizy. „Niedostateczna miłość i odejście ojca pozostawiły niezatarte piętno. Czemu nie mogą zmazać go wszystkie miłości, które wzbudziłam?”. Potrzeba połączenia z ojcem staje się w końcu jej obsesją. W dziennikach wyznaje: „Pozostałam kobietą, która kocha kazirodztwo”. Nie jest to wyznanie teoretyczne; już jako trzydziestoletnia kobieta, w 1933 roku, spotyka się z ojcem we Francji i uwodzi go, by następnie porzucić. Ale to nie wystarcza, by uporać się z problemem niezrealizowanego dziecięcego pragnienia. „Uwodziła głównie ojcowskie postacie swego życia”— zauważa jej biografka Noël Riley Fitch. „Ojciec zdradził mnie i rozmieniłam się w milionach drobnych związków”— dodaje sama pisarka.

W młodości nazywano ją Linotte, roztrzepaniec. Pewna niefrasobliwość wobec życia pozostaje w niej na zawsze. Nawet jako dojrzała kobieta ma w sobie jakąś dziecięcą zachłanność, nie potrafi z niczego rezygnować, chce dla siebie wszystkiego jednocześnie, często rzeczy wzajemnie się wykluczających. Dlatego bardzo wcześnie wikła się w konflikty z samą sobą. „Byłoby pięknie, cudownie, gdybym dążąc do osiągnięcia własnego szczęścia, nie musiała polegać na mężczyźnie!”— pisze, by zaraz potem przyznać jednak, że świat bez mężczyzn wydaje jej się jałowy i bezbarwny. Jako nastolatka projektuje sobie idealnego partnera: „Mógłby być wielkim pisarzem, a ja pomagałabym mu chętnie tworzyć poetyckie fantazje”. Ale natychmiast uzupełnia ten obraz: „byłoby może lepiej, gdybym ja sama napisała tę książkę, a on przeprowadził korektę”.

Wśród fantazji, którymi zapełnia swą młodość, niewiele jednak przetrwa próbę czasu. Trudno to sobie wyobrazić, ale ta skandalistka, kobieta, która ze swojego życia erotycznego uczyniła bez mała dzieło sztuki, we wczesnej młodości była idealistką, marzącą o czystym i wzniosłym uczuciu. Zanim stanie się wampem, kometą, za którą ciągnie ogon zahipnotyzowanych jej urokiem i sex-appealem mężczyzn, potrafi nazwać zepsutym i bezwstydnym człowiekiem pewnego młodzieńca, który stara się o jej pocałunek. A na pytanie, czy chciałaby zostać sufrażystką, wykrzykuje: „Uchowaj Boże! Przeraża mnie sama myśl o tym!”.

Jej małżeństwo z Hugonem Guilerem, młodym bankierem, wydaje się przedsięwzięciem nie do końca przemyślanym — jakby Anaïs poszukiwała kotwicy dla swojej kapryśnej i niepewnej siebie natury. Kiedy w końcu decyduje się na ten krok, wahania jej nie opuszczają: „Czy teraz naprawdę znam życie? Czy wiem, co to miłość, miłość w małżeństwie?…”. Młodych małżonków nie łączy ani miłość od pierwszego wejrzenia, ani psychiczne czy cielesne dopasowanie. Bardziej wiążą ich własne słabości niż wzajemna fascynacja. Dość powiedzieć, że przez dłuższy czas ich związek pozostaje nieskonsumowany, a nawet gdy już do tego dochodzi, ich intymne pożycie staje się źródłem kolejnych frustracji i problemów. „Kocham Hugona beznamiętnie — notuje Nin— ale także czułość silnie wiąże ludzi”. Może właśnie z powodu owej „czułości” małżeństwo się nie rozpada. Nawet wtedy, gdy w 1955 r. Nin poślubia innego mężczyznę, Ruperta Pole’a, nie rozwodzi się z pierwszym mężem — pisarka przez 11 lat wiedzie żywot formalnej bigamistki.

Jak wiele innych par Anaïs i Hugo brną ze swymi problemami przez życie, a kiedy ich ciężar staje się zbyt nieznośny, czasowo się rozstają. Jej stosunek do męża jest jak przypływ i odpływ — nie potrafi się zdecydować, czy go porzucić, czy może uznać, że „przed chorobą i śmiercią może uchronić [ją] jedynie miłość — taka, jaką może dać Hugo, nikt inny”. Tworzą więc układ patologiczny, ale i symbiotyczny. Przynajmniej tak to sobie oboje wyobrażają — on zapewnia im środki do życia, z czasem coraz bardziej wystawnego, ona zaś realizuje pasje, które mężczyzna podziwia. On od rana do wieczora przesiaduje w banku, pnąc się po szczeblach kariery i ekonomicznego sukcesu, pani Guiler zaś pozostaje w domu.

Jeśli jednak Anaïs jest kurą domową, to z gatunku tych, które nie znoszą pokornie jajek. „W pracy gospodyń domowych — pisze— nie ma nic pięknego, potrafię więc doskonale zrozumieć rozterki i niezadowolenie przeżywane przez wiele kobiet, które muszą się tym zajmować, chociaż zasmakowały już przedtem w innym życiu, bardziej niezależnym”. Nigdy nie została matką, choć nie uniknęła zajścia w ciążę. Ale rozwiązuje ten problem w zgodzie ze swoim przekonaniem, że nie powinna mieć dzieci. „Macierzyństwo jest takim samym powołaniem jak każde inne. Kobieta powinna decydować się na nie z własnej woli, a nie pod wpływem nakazu”. Anaïs zaś nie jest panią domu, pragnie emocji, nawet ekstremalnych. „Śnią mi się burdele — wyznaje w dzienniku — gdzie biorą mnie wszyscy po kolei, tak długo, aż popadam w stan całkowitego wyczerpania, ale i zaspokojenia”.

Bardzo wcześnie zaczyna rozumieć, że tego, czego szuka, nie znajdzie w małżeństwie. Pragnie ŻYCIA, a nie życia i MIŁOŚCI zamiast miłości. Już jako kilkunastoletnia dziewczyna zapisuje: „Moje serce zdaje się zwracać ku każdemu, kogo uznam w duszy, iż jest tego wart; potrafię kochać na tysiąc różnych sposobów, lojalnie i szczerze”. Po kilku zaś latach te nieco niejasne i bardzo młodzieńcze deklaracje stają się dużo bardziej precyzyjne: „Jestem przekonana, że kiedy, tak jak ja, kocha się intensywnie trzech wybranych mężczyzn, doświadcza się wszystkiego”. Planuje napisanie opowiadania „o tym, jak to możliwe, że kobieta kocha dwóch mężczyzn; że całuje się z jednym z nich, marząc zarazem o ustach drugiego; że patrzy z miłością w oczy jednego, wspominając spojrzenie drugiego; że zasypia w ramionach jednego, marząc o drugim”. Anaïs zapewne nie jest ani pierwszą, ani ostatnią kobietą przeżywającą podobne rozterki; ale jako pierwsza równie bezpośrednio i bez przesłon daje dojść do głosu niespójności własnego pożądania. Z czasem Nin dochodzi do takiej wprawy we wplątywaniu się w karkołomne sytuacje uczuciowe, że potrafi kochać (i dręczyć) czterech mężczyzn jednocześnie. Rozstaje się z nimi, porzuca ich, wraca — jakby kręciła się na jakiejś diabelskiej erotycznej karuzeli. Jej psychoanalityk oraz — jakże by inaczej — kochanek charakteryzuje ją następująco: „Nie chce pani słabych mężczyzn, ale nie jest pani zadowolona, dopóki nie staną się słabi w pani rękach”.

Dopiero jednak wyjazd do Europy, ku której, wedle Anaïs, zwracają się „ludzie sztuki, intelektualiści i w ogóle zorientowani na kulturę”, staje się dla niej przełomem. Nieprzypadkowo wpis na nowy rok 1926 brzmi: Vita nuova, nowe życie. Nin ze swoimi literackimi ambicjami doskonale pasuje do artystycznej atmosfery stolicy Francji. Tak się jednak składa, że zamiast Hemingwaya, Joyce’a czy Scotta Fitzgeralda spotyka Henry’ego Millera. Znajomość, a wkrótce gorący romans z tym ostatnim oznacza dla Anaïs wstrząs i zwrot. Dotychczas tylko snuła fantazje, teoretyzowała, teraz przychodzi czas praktyki, prawdziwej inicjacji twórczej i erotycznej. „Przyszłam do Henry’ego jako dziewica, świeża, niedoświadczona, ufna, nienasycona”— zauważa Anaïs. A wkrótce potem deklaruje: „Pragnę rzucić moje dotychczasowe życie, mój dom, moje bezpieczeństwo, moje pisarstwo, żeby z nim żyć, dla niego pracować, dla niego stać się prostytutką”. Ale i dla niego, mężczyzny zaprawionego w seksualnych bojach, jest to sytuacja nowa: „nigdy nie kochałem inteligentnej kobiety. Zawsze stały umysłowo niżej ode mnie. Ciebie uważam za równą sobie”. Henry uważa ją za tak równorzędnego partnera, że nie ma nic przeciwko, by to właśnie Nin zorganizowała mu pieniądze na wydanie jego debiutu, słynnego Zwrotnik Raka, nawet jeśli fundusze pochodzą od Otto Ranka, ucznia Freuda i pierwszego z całego ciągu psychoanalityków uwiedzionych przez Anaïs.

Związek z autorem Sexusa to najbardziej intensywny i brzemienny w skutki okres w życiu Nin. „Ściga mnie jego brutalna, agresywna męskość. Smakuję tę brutalność wargami, łonem”. Wzajemna fascynacja rozwija się niemalże pod okiem męża Anaïs. A żeby sytuacja była bardziej skomplikowana, Miller ma biseksualną żonę, June Mansfield, która zdradza go na potęgę, zarówno z mężczyznami, jak i kobietami. Anaïs i June szybko połączy fascynacja, nie tylko duchowa. „June to przerażająca, a zarazem inspirująca natura, przy której wszystkie inne kobiety wydają się mdłe i nudne”— zapisuje Nin, zazdroszcząc jej „nienasyconego apetytu na życie i chęci wypróbowania wszelkich, nawet najostrzejszych smaków”. A przy innej okazji dodaje: „Kocham ją za to, kim ośmiela się być, za jej nieczułość, okrucieństwo, egoizm, przewrotność, demoniczną niszczycielską siłę. […] Szanuję jej odwagę, by ranić ludzi”.

Mąż Anaïs robi wiele, by nie dostrzegać własnego poroża, które z miesiąca na miesiąc przybiera coraz bardziej okazałe rozmiary. Można chyba mówić o zamierzonej ślepocie, skoro nawet gdy czyta w dzienniku Anaïs opisy jej intymnych schadzek z Millerem, daje sobie wmówić, że to fikcja literacka. Po tym incydencie Nin na potrzeby Hugo tworzy specjalną wersję pamiętnika. Da się ją zrozumieć — mąż dużo pracuje, to w Paryżu, to w Londynie, ma na głowie utrzymanie rodziny, a często, nie zawsze tego świadomy, grono jej przyjaciół-artystów. Nic właściwie dziwnego, że ostatecznie również ląduje na kozetce psychoanalityka i nie podniesie się z niej aż do śmierci.

Związek Anaïs i Millera rozluźnia się na skutek wybuchu wojny. Wprawdzie spotykają się już w styczniu 1940 r. w Nowym Jork, ale temperatura ich relacji opada. Rupert Pole podsumował ten okres życia Nin następująco: „Nigdy później nie była już tak szalona, choć jej seksualna odyseja trwała jeszcze wiele lat”.

W dzielnicy Nowego Jorku Greenwich Village powstaje nowe centrum awangardy artystycznej. Po wielkiej migracji z Europy pojawiają się tam Marcel Duschamp, Man Ray, Salvadore Dali, słynni awangardowi burzyciele, a także bardziej nobliwi pisarze — np. Tomasz Mann i jego brat Henryk. Anaïs ma już dosyć pisania dla wąskiej grupy przyjaciół, pragnie publicznego uznania. Wydawcy ją jednak ignorują, jeśli ukazują się jej powieści, to publikuje je własnym sumptem. Kupuje starą prasę drukarską, napędzaną przy pomocy pedału, i własnoręcznie, a właściwie własnonożnie, tłoczy egzemplarze swoich dzieł.

Na szerszy oddźwięk publiczności przychodzi jej jednak poczekać bez mała 20 lat. „Konflikty uczuciowe, fiasko niespełnionych marzeń, zamiarów i planów, brak energii, przygnębienie, niezrozumiałe napięcie — oto lejtmotyw jej pisarstwa” — zauważa jej biografka Linde Sandler. Anaïs w opowiadaniach rozszczepia swoją osobowość na podobieństwo atomu — każdej z postaci kobiecych przyporządkowuje jakiś element siebie, obdarza je fragmentami swoich doświadczeń. Lata wojny nie sprzyjają jednak tak bezpruderyjnej, bezpośredniej, psychologicznie powikłanej i pełnej erotyzmu twórczości, a przychylne głosy padają rzadko. Krytyk literacki Edmund Wilson uważa, że w jej twórczości „wyborna poezja miesza się z prosta, realistyczną obserwacją. Sceną wydarzeń jest świat szczególny, świat kobiecych obserwacji i fantazji”. Częściej jednak zdarzają się opinie odmienne. W 1949 roku w „Partisan Review” pewna recenzentka nie pozostawia na Anaïs suchej nitki: „Dość nieokreślona, rozmarzona, rozpaczliwie pretensjonalna, jest kwękającym dzieckiem z dobrego domu awangardy lat dwudziestych”. A Simone de Beauvoir, feminizująca pisarka i partnerka Sartre’a, jest wściekła na Nin ze względu na wykreowany przez nią typ kobiecości.

Dlatego w latach 40. wespół z Millerem zarabia pisaniem opowiadań pornograficznych dla pewnego kolekcjonera. Zostaną opublikowane dopiero po jej śmierci w tomach Delta VenusMałe ptaszki i natychmiast zostaną bestsellerami. To dzięki nim zacznie się mówić o „pornografii dla kobiet”. Choć Anaïs nie przemilcza nawet bardzo niestandardowych konstelacji seksualnych, opisy zbliżeń nie rażą dosłownością, są dosadne, lecz nie wulgarne. Nin robi z aktu seksualnego teatr. W recenzji „New York Times” mówi się nawet o „najpiękniejszej i najbardziej bezpośredniej książce, napisanej kiedykolwiek przez kobietę”.

Dziełem życia Anaïs pozostaje jednak dziennik, który rozpoczęła, mając 14 lat. W chwili jej śmierci, 14 stycznia 1977 r., rękopis liczył 35 tys. stron! To jedno z najbardziej spektakularnych w dziejach literatury świadectwo wewnętrznego życia kobiety. Dla Anaïs dziennik stał się jednak przede wszystkim narzędziem samopoznania i autokreacji, zwłaszcza gdy uznała, że warto go opublikować. „Mam gorące pragnienie wynaleźć sama jakąś nową formę, a mogłabym tego dokonać, dając upust swym skłonnościom i drzemiącemu we mnie lekkiemu szaleństwu”.

Pisarstwo i mężczyźni — dwie namiętności, od których Nin nie potrafiła i nie chciała się uwolnić. Niepowodzenia w jednym i drugim przypadku skutkują stanami przygnębienia, okresami depresji, która mija, gdy na horyzoncie pojawia się nowy kandydat na kochanka. Dojrzała Anaïs to już nie ta młoda kobieta, która boryka się z własnymi potrzebami cielesnymi. Jej przygody zaczyna cechować pewien pragmatyzm — mężczyźni, których okręca sobie dookoła palca, bywają dużo młodsi. Nie może zresztą już liczyć na swych byłych kochanków, zwłaszcza w kwestiach dotyczących spraw cielesnych. U Henry’ego Millera drażni ją „jego pogłębiające się zainteresowanie mistycyzmem przy jednoczesnym braku zainteresowania kobietami”. Anaïs wyznaje: „Obecność młodzieńców […] sprawia, że ciasny, przygnębiający, ostateczny i skostniały świat przekształca się w świat zmienny, cudowny, nadający się do formowania i tworzenia”. Może sobie jednak na to pozwolić — ze swoimi wielkimi oczyma, ptasią głową i drobniutkim ciałem nawet po sześćdziesiątce wygląda tak, jakby odkryła sekret długiej młodości.

Uznanie i popularność zyska dopiero w latach 60., gdy przez świat Zachodu przeleje się fala rewolucji obyczajowej, a seks ze szczelnie zamkniętych mieszczańskich sypialni wyjdzie na ulice. Pisarka Erica Jong uznała, że żadna inna artystka „nie opowiedziała »dziejów kobiecej seksualności« bardziej uczciwie niż Nin”. Zaś zdaniem znanej feministycznej badaczki Kate Millet — Anaïs była autorką „pierwszego prawdziwego portretu artystki jako kobiety”. Już po śmierci pisarki w 1977 r. na podstawie jej prozy i dzienników powstają znane filmy: wysmakowany erotyk Delta Venus w reżyserii Zalmana Kinga czy Henry i June Philipa Kaufmana. Ostatecznie, co jest częstym losem ludzi zbyt śmiało wychodzących naprzeciw przyszłości, znaczenie twórczości Anaïs Nin docenili dopiero jej potomni.

 

(tekst ukazał się w lutowym „Existence Magazine” pod tytułem Udręka i ekstaza)

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 16/03/2012 by in niedyskrecje and tagged , .
%d bloggers like this: