Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Nasze codzienne katabazy

Korekty Jonathana Franzena to rodzaj kopalni odkrywkowej — mamy przed oczyma kolejne warstwy i pokłady win, urazów, większych i mniejszych podłości. Franzen potrafi przy tym okiełznać histeryczne rozedrganie, jakiemu pisarze stosunkowo często nie są się w stanie oprzeć, gdy majstrują przy ludzkich dramatach, i zrównoważyć je małymi, acz zauważalnymi dawkami gorzkawego humoru.

Podobno rodzina to instytucja, na której opiera się społeczeństwo. Podobno żonaci mężczyźni żyją dłużej, a ich brzuchy rosną tym bardziej spektakularnie. Podobno bez tej klamry, która nas spina, niekiedy tak mocno, że tamuje krwiobieg, trudno byłoby nam o prawidłowy rozwój psycho-społeczny. Podobno… Jedno natomiast jest jasne — rodzinie, tej zadziwiająco inspirującej machinie udręki, zawdzięczamy powstanie całego mnóstwa niezłych, dobrych i świetnych powieści, których autorzy — w ramach duchowej rehabilitacji albo po prostu kierowani potrzebą zemsty — dokopują się do kolejnych warstw familijnego piekiełka. A ponieważ cenię sobie literackie katabazy i pisarskie wyprawy w głąb ludzkich szaleństw, wyniki badań terenowych, które podjął w Korektach Jonathan Franzen, wydają mi się trudne do sfalsyfikowania.

Wiarygodność tej powieści opiera się przede wszystkim na psychologicznym prawdopodobieństwie — każdy ma tu całkiem dobrze uzasadnione pretensje do kogoś innego: za przeszłość bądź teraźniejszość, za zawiedzione nadzieje lub złe wspomnienia. Wszystkie te animozje tworzą zaś gordyjski węzeł, który nie doczeka się swego Aleksandra Wielkiego. „Beznadziejne czekanie, złamane obietnice i przerażone zrozumienie, jak szybko mija czas” — to istota panujących między bohaterami powieści stosunków. Główną siła prozy Franzena jest niewygładzony, chropowaty hiperrealizm, z jakim rejestruje napięte do granic krzyku relacje międzyludzkie. I choć wyglądają one w Korektach jak Kolonia po alianckich bombardowaniach, to przy okazji zza tych gruzów wyziera też tu i ówdzie ich komiczny potencjał, towarzyszący poczynaniom histerycznie rozedrganych postaci.

Sportretowana przez amerykańskiego autora rodzina mniej więcej od trzeciej strony tej potężnej powieści wydaje się dziurawą łajbą, rozchwianą do tego stopnia, że jeszcze jedno przechylenie, a pójdzie bezapelacyjnie na dno. Są oczywiście na tej szalupie osoby bardziej i mniej interesujące. Na przykład Chip, prezentujący typ bohatera, który budzi we mnie samorzutną sympatię. Ma w sobie coś Allenowskiego i Rothowskiego jednocześnie, jest zbudowany głównie ze swoich przegranych, sczezłych ambicji i słabości, rozwiniętych do tego stopnia, że „nawet nie potrafi doprowadzić się do porządnego załamania nerwowego”. Został intelektualistą, „ponieważ od wczesnej młodości jedyną formą działalności ekonomicznej, do jakiej przejawiał jakiekolwiek uzdolnienia, było robienie zakupów”. A jego jedynym sensownym pomysłem na życie, zwłaszcza po tym, jak został wydalony z uczelni za romans ze studentką, jest pisanie, wciąż na nowo, scenariusza, z którym wiąże gigantyczne i — wszystko na to wskazuje — próżne nadzieje.

Jego rodzeństwo — starszy brat Gary, bankier i potrójny ojciec, oraz młodsza siostra Denise, wzięta kierownik modnej restauracji — jest może znacznie sprawniejsze, jeśli idzie o zdobywanie środków płatniczych, ale nie mniej dysfunkcyjne w kwestiach związków międzyludzkich. Gary, obciążany poczuciem winy zarówno przez żonę, jak i przez rodziców, balansuje na skraju tyleż depresji, co alkoholizmu, Denise ma natomiast na tyle poważne problemy ze zdefiniowaniem swej osobowości, że sypia najpierw z żoną swego szefa, następnie nim samym, by znowu powrócić do wcześniejszej konfiguracji. Czy trzeba dodawać, że jest to droga wprost wiodąca w stronę spektakularnej klęski?

Ta dwójka może szukać usprawiedliwienia dokładnie tam, gdzie Chip, który „mając lat trzydzieści dziewięć, obarczał rodziców winą za to, że jego życie potoczyło się właśnie w taki a nie inny sposób”. Przy czym nie da się powiedzieć, by były to pretensje specjalnie przesadzone, nie tylko dlatego, że rodzice zwykle doskonale nadają się na cel podobnych pretensji, ale i dlatego, że Enid i Alfred, odpowiedzialni za przyjście na świat powyższej trójki, dołożyli mniej lub bardziej (raczej mniej) świadomych starań, by wybudować małe, bardzo prywatne infernum. Dręczą się nawzajem z dużym talentem oraz znajomością rzeczy; są poranieni zmilczanymi pretensjami i pełni wstydliwych blizn, które nie dają o sobie zapomnieć, a widownią swej psychodramy czynią dzieci, „z upodobaniem aranżując i rozgrywając konflikty między nimi”.

Korekty to rodzaj kopalni odkrywkowej — mamy przed oczyma kolejne warstwy i pokłady win, urazów, większych i mniejszych podłości. Wstrzemięźliwość to może nie najszczęśliwsze określenie w stosunku do 650-stronicowej powieści, ale Franzen naprawdę potrafi okiełznać pewne histeryczne rozedrganie, jakiemu pisarze stosunkowo często nie są się w stanie oprzeć, gdy majstrują przy ludzkich dramatach, i zrównoważyć je małymi, acz zauważalnymi dawkami gorzkawego humoru.

Amerykańskiemu prozaikowi udała się nie lada sztuka — rozrysował bardzo szczegółową mapę tego najpospolitszego sortu piekiełka, w którym ludzie gotują się na wolnym ogniu codzienności, przy czym zwiedzający nie muszą się martwić, że i sami zostaną poddani wyrafinowanym katuszom. Chyba że akurat rozważają założenie rodziny — Korekty to doskonały pretekst, by wszystko jeszcze raz dokładnie przemyśleć.

Jonathan Franzen, Korekty, tłum. Arkadiusz Nakoniecznik, Joanna Grabarek, Świat Książki, Warszawa 2004.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 03/05/2012 by in lektury nadobowiązkowe, powieść and tagged .
%d bloggers like this: