Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Schorowany na czlowieczeństwo

Updike opanował sztukę opowiadania znakomicie; w Miesiącu niedziel widać rękę wytrawnego rzemieślnika, który doskonale opanował swoją powinność, a od czasu do czasu potrafi dodać do niej jakiś godny podziwu ornament.

Powiedzieć, że John Updike był pisarzem płodnym, to złożyć hołd cnotom umiaru i powściągliwości. Jeśli mamy bowiem do czynienia z autorem, który za swego życia opublikował 60 książek — powieści, zbiorów opowiadań, wierszy i esejów — to trudno nie pomyśleć o nim jako o literackim odpowiedniku stachanowca. W metodzie twórczej Updike’a nie było zresztą nic z irytującej artystowskiej pretensji do natchnienia, żadnego wyczekiwania, aż daimonion albo jakiś pośledniejszy gatunek muzy weźmie się w końcu do roboty. Jego praca kojarzy się raczej z benedyktyńską klauzulą; miał w zwyczaju odsiedzieć dzień w dzień swoje i popełnić minimum trzy strony tekstu. Ta taktyka małych kroczków sprawiła, że sygnowane jego nazwiskiem dzieła pojawiały się w księgarniach z zadziwiającą regularnością, ale sprawiła też — rzecz nie do uniknięcia przy takiej wydajności — że jego twórczość ma gorsze i lepsze momenty.

Z całą pewnością Miesiąc niedziel nie jest książką pierwszorzędną w dorobku Updike’a. Z całą też pewnością nie sytuuje się w centralnym punkcie jego spuścizny. Skoro jednak taka powieść należy do dzieł pobocznych twórcy Uciekaj, króliku, to fakt ten mówi naprawdę dużo o warsztacie autora. Updike opanował sztukę opowiadania znakomicie; w Miesiącu niedziel widać rękę wytrawnego rzemieślnika, który doskonale opanował swoją powinność, a od czasu do czasu potrafi dodać do niej jakiś godny podziwu ornament. Choć więc brak nieco tej historii o upadłym w czeluście kobiecości pastorze żywiołowości charakterystycznej dla jego bardziej znanych dzieł, to nie ma żadnego ryzyka, że spotka Państwa rozczarowanie — to powieść bardzo porządna, chwilami zaś zaskakująca lekkością i subtelnym poczuciem humoru.

Właściwie Updike, choć bohaterem nie czyni mieszczucha pokroju Harry’ego „Rabbita” Angstroma, lecz duchownego, którego opętało wątpienie, pozostaje w Miesiącu… w kręgu dobrze znanych mu tematów — małżeństwa, zdrady, seksu, rozstań, czyli tego wszystkiego, co składa się często na treść przeciętnego życia. Nie sili się na wielkie eksperymenty, co najwyżej kryje się sprytnie za narratorem, któremu wręcza autorskie berło.

Zwykle postacie, które znalazły się w życiu nie na swoim miejscu, dobrze sprawdzają się w literaturze i nie inaczej jest również w tym wypadku. Pastor Tom Marshfield może jest rozbitkiem, zniesionym przez egzystencję na skały moralnej klęski („dom mojego ojca natchnął mnie wiarą w Boga, co zamieniło moje życie w jedno długie pasmo dyskomfortu i nierozsądku”), ale dzięki temu, i ku niemałej uciesze czytelnika, może uprawiać — jak na prawdziwego chrześcijanina przystało — bezwzględne samobiczowanie. „Byłem czymś w rodzaju spóźnionej refleksji, pomyłki. Samo moje istnienie wydawało się swego rodzaju psotą” — wyznaje między innymi.

Ponieważ Miesiąc niedziel… ma dość luźną konstrukcję (co bynajmniej nie oznacza, że jest ona chwiejna) — na powieść składają się bowiem kołujące zwykle wokół kobiet i seksu wspomnienia głównego bohatera, uzupełniane dodatkowo teologiczną refleksją — niełatwo określić jej główny temat, a nawet sprecyzować stanowisko narratora wobec poruszanych przezeń problemów. Ów pastor, zesłany przez przełożonych do domu moralnej odnowy, miejsca, gdzie spotyka „bandę defektywnych księży”, prowadzi zapiski, które są — jak zauważa sam narrator w popisie przesadnej skromności — „nieudolnymi próbami przyzwoitego człowieka rozwiązania nieprzyzwoitego splotu, nieprzyzwoicie hermetycznej układanki”.

Faktycznie, trzeba niejakiego skupienia, by dobrze „wejść” w tę prozę. Miesiąc… napisany jest intensywnym, gęstym językiem — słowa tłoczą się w zdaniach jak pasażerowie w pełnym wagonie, a czytelnik ma niewiele miejsca na głębszy oddech, chwile wytchnienia. Styl Updike’a jest tu wymagający, nie ma w nim prostej dosadności, jakże charakterystycznej dla dwudziestowiecznej prozy amerykańskiej, przeciwnie — ciąży raczej ku dojrzałej, dorodnej, wręcz nabrzmiałej formie. Trzeba więc do tej frazy trochę cierpliwości i skupienia, ale gdy się już o to postarać, spłaca zaciągnięte u nas długi z procentami. Fabuła rozpędza się powoli, jej torowisko początkowo skręca to w tę, to w inną stronę, ale w końcu narracyjna lokomotywa nabiera prędkości i uwozi nas w stronę szaleństwa, które porwało głównego bohatera.

To dzieło erudycyjne, wyrafinowane, pełne nawiązań do literatury, teologii, Biblii. Z drugiej jednak strony, „inteligenckość” narratora jest świetnie kontrowana przez jego intensywne odczucie cielesności i materialności świata. W ogóle Updike buduje tę książkę na zaprzeczeniach — popisuje się erudycją, by zaraz potem zapomnieć o niej i zajrzeć pod powieściowe kołdry, rozważa Boga, by wytknąć mu błędy, intonuje hymn do kobiety, aby za chwilę potraktować ją z prawdziwie chrześcijańską podejrzliwością. Dobrze mieć zatem trochę dystansu do świata, by z przyjemnością zagłębić się w rozważania erotycznie zafiksowanego pastora, który zresztą, wedle własnej diagnozy, nie cierpi „na nic poważniejszego niż człowieczeństwo”.

Być może nie ma specjalnego sensu doszukiwać się zbyt wielu znaczeń w tej powieści. Być może jest to tylko — a może aż — historia „biednego członka białej elity zarażonego nowym kultem udanego seksu, seksu jako zewnętrznej oznaki wewnętrznej łaski, jako ostatniego azylu przemocy, podboju i zachwytu w świecie tak ulegle przepełnionym jak winda wjeżdżająca po porze obiadowej”. I jest więcej niż prawdopodobne, że małżeństwo, cudzołóstwo, seks i religia doczekały się w literaturze bardziej spektakularnych i oryginalnych ujęć. Tym niemniej, Miesiąc niedziel ma wystarczająco wiele walorów, by przez moment o tym zapomnieć.

John Updike, Miesiąc niedziel, przeł. Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo Rebis, Poznań 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 30/05/2012 by in lektury nadobowiązkowe, powieść and tagged .
%d bloggers like this: