Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

O czym wiedział Henry James

Proza Henry’ego Jamesa obliczona jest na przetrwanie, została przygotowana przez autora na samodzielną egzystencję, nie potrzebuje ani jego obecności, ani legendy, by wieść życie skromne, acz niepodważalne.

„Artyści są dumni, że ostatnie lata niezmiernie poszerzyły ich wyobrażenie o człowieku — i to do tego stopnia, że w porównaniu z tym niedawno zmarli autorzy wydają się naiwni” — nie bez ironii pisał w 1953 roku w Dzienniku Gombrowicz. Nasze ryzykowne przekonanie, że górujemy jakoś — wiedzą czy doświadczeniem — nad przodkami, wynika prawdopodobnie z założenia, że rozwój materialny przekłada się na rozwój świadomości i jest efektem najbardziej uniwersalnej religii tego świata — religii postępu. Literatura jednak nie zawsze idzie krok w krok z czasem, w którym powstaje; niekiedy go przekracza (jak na przykład w przypadku Dostojewskiego, który wszedł w dwudziesty wiek kilka dziesiątek lat wcześniej niż jego współcześni), zwykle zaś tkwi głęboko w przeszłości (jak to się dzieje z większością tak zwanej produkcji literackiej). Henry James natomiast, co udowadnia wydana niedawno powieść O czym wiedziała Maisie, to twórca tkwiący na całego w dziewiętnastym stuleciu.

Autor Portretu damy jest dziewiętnastowieczny z kilku mniej lub bardziej oczywistych powodów: ze względu na bardzo tradycyjną narrację, wiarę w wszechwiedzę narratora i możliwość przeniknięcia wewnętrznych światów swych bohaterów, nade wszystko jednak z powodu swego stosunku do literatury. Bo właśnie tutaj — w oczekiwaniach i ambicjach artystycznych — widać największą różnicę między pisarzem pokroju Henry’ego Jamesa a jego teraźniejszym odpowiednikiem. „Chciałbym, żeby moje piosenki przetrwały tyle czasu, ile przeciętne volvo. Czyli około 30 lat” — słowa Leonarda Cohena, choć wypowiedziane przecież bardziej przez muzyka niż literata, ilustrują pewną istotną zmianę, jaka dokonała się w postrzeganiu samych siebie przez pisarzy; współczesny twórca ma świadomość swego uzależnienia od czasu, krótkotrwałości swojej i swojego dzieła. Stracił wiarę w nieśmiertelność, ufa tylko życiu doczesnemu, co w przypadku literatury sprowadza się do rynkowego „tu i teraz”. Jeśli nawet w zaciszu miłości własnej pozwala roić sobie niekiedy o jakimś skromnym kąciku przyszłej chwały, to nigdy — przenigdy — nie pozwala tej fantazji dojść do głosu, zwłaszcza publicznie i na trzeźwo. Nie ma bowiem gorszej rzeczy niż śmieszność — a wszelkie pretensje do wielkości wydają się nam przecież śmieszne. Tyle że — prawdopodobnie — bez tej pretensji nie ma i samej wielkości, Olimpu nie zdobywa się od tak, mimochodem, by się tam dostać potrzeba trochę boskiej pychy. „Duch rodzi się z imitacji ducha i pisarz musi udawać pisarza, aby w końcu stać się pisarzem” — mówił wszakże cytowany już powyżej Gombrowicz.

James zdaje się z tą prawdą dobrze obeznany — jego proza obliczona jest na przetrwanie, została przygotowana przez autora na samodzielną egzystencję, nie potrzebuje ani jego obecności, ani legendy, by wieść życie skromne, acz niepodważalne. James to wielkość, która zstąpiła wprawdzie do piekieł zakurzonych bibliotecznych półek, ale od czasu do czasu — ostatnio za sprawą Wydawnictwa Prószyński, które podjęło się zbożnego dzieła wydawania klasyki literackiej — nawiedza nasz świat, przypominając, że sztuka (trzeba z tym słowem postępować ostrożnie; po pierwsze dlatego, by nie wycierać nim sobie gęby, a po drugie — bo nie jest pewne, czy powieść aby nie jest bardziej domeną rzemiosła niż natchnienia) potrafi uodpornić się na starzenie.

Choć więc O czym wiedziała Maisie trąci nieco myszką (łatwo na przykład wyobrazić sobie „odkrywczą” rozprawkę jakiejś wojowniczej krytyczki, która obnażać będzie patriarchalne źródła światopoglądu autora), dotyczy to nade wszystko scenografii, w której rozgrywa się ów kameralny dramat. Lektura powieści udowadnia, że wprawdzie postać naszego świata wyewoluowała w sposób niedorzeczny i zdumiewający, to my, jego mieszkańcy, wielkiej rewolucji nie przeszliśmy. Gdyby przenieść bohaterów Jamesa w bardziej współczesne dekoracje, wcale nie wydawaliby się nam dziwolągami z innego wymiaru.

O czym wiedziała Maisie to swoista lekcja anatomii ludzkich przywar i obłędów. Wprawdzie centralną postacią tego mikrokosmosu jest dziecko, tytułowa Maisie, ale byłoby nadużyciem stwierdzenie, że amerykański klasyk właśnie na niej ogniskuje swoją uwagę. Powieść jest czymś w rodzaju komedii charakterów, a jej autor nie tyle przedstawia losy dziecka „rozgrywanego” przez opiekunów, ile wykorzystując tę sytuację jako pretekst, prowadzi nas po międzyludzkich piekiełkach, dobiera się do przywar „dorosłego” świata, obnaża jego hipokryzję, niedojrzałość i małostkowość.

Dlatego między innymi utwór Jamesa wciąż da się czytać bez uczucia obcowania z zakurzonym inkunabułem, do którego należy podchodzić z należnym szacunkiem, by nie rozszedł się nam w palcach. Świat O czym wiedziała Maisie nie promieniuje jedynie bladym światłem dawno umarłej gwiazdy, lecz nadal żyje, wciąż można się w nim rozeznać i rozpoznać, mimo że jego dekoracje, jako się rzekło, przypominają scenografię jakiegoś kostiumowego dramatu.

Henry James, O czym wiedziała Maisie, przeł. Magdalena Moltzan-Małkowska, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 05/11/2012 by in lektury nadobowiązkowe, powieść and tagged .
%d bloggers like this: