Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Kwestia smaku

Czytając biografię Houellebeca nietrudno zrozumieć, dlaczego francuski pisarz nazwał Denisa Demonpiona po prostu „łajdakiem”. Nie tyle to bowiem biografia, co paszkwil w tonie wybitnie demaskatorskim.

houelle

Jedną z ulubionych celebryckich rozrywek jest opowiadanie o udrękach popularności, pazernych pismakach, bezwzględnych paparazzich i innych krwiopijcach czyhających na zdjęcia gołego zadka lub oklapłego brzucha gwiazdy. Michel Houellebecq, bez żadnych wątpliwości jeden z najważniejszych pisarzy współczesnych i zdecydowanie najgłośniejszy pisarski celebryta, mozolnie zabiegał o swą pozycję w świecie literatury, a upór, z jakim pielęgnował swój talent do wywoływania kontrowersji, nie daje mu specjalnych podstaw, by skarżyć się na zajadłe ataki na swoją osobę.

Czytając jednak biografię autora Platformy pióra Denisa Demonpiona, francuskiego dziennikarza, nietrudno zrozumieć, dlaczego Houellebecq nazwał jej autora po prostu „łajdakiem”. Nie tyle to bowiem biografia, co paszkwil; ton całości jest wybitnie demaskatorski, Demonpion z lubością i zacietrzewieniem, sugerującym wręcz jakąś osobistą urazę do przedmiotu swoich dociekań, tropi wszelkie objawy słabości autora Platformy, począwszy od jego defektów fizycznych po skazy duchowe. W sumie wychodzi z tego nie tyle portret pisarza, co jakiś surrealistyczny wizerunek dziwoląga – wybitnie inteligentnego, acz duchowo wytrzebionego humanoida, nieudacznika, pokraki, egocentryka, rasisty i samochwalcy. Metoda Demonpiona do złudzenia przypomina zresztą proces pokazowy – wyrok jest znany, potrzeba tylko dowodów, lepiej lub gorzej spreparowanych. Ich lista jest długa: od wspomnień szkolnych kolegów francuskiego pisarza, przez listy, które Houellebecq słał do matki, po powieści tego ostatniego. Antypatię Demonpiona czuć na każdej stronie, ba, przyprawiony jest nią niemal każdy akapit, co najpierw zaczyna nużyć, a trochę później wywołuje już tylko absmak.

Nikt nie zmuszał oczywiście Houellebecqa do pchania się na pierwsze szpalty gazet, do opowiadania w telewizji o swoim dzieciństwie i publicznego rozważania stosunków z matką, nie ma więc sensu specjalnie mu współczuć. Niemniej jednak pozostaje kwestia smaku – od padlinożerców zwykle mocno zalatuje i dlatego należy trzymać się od nich z daleka. A Demonpion jest uosobieniem dziennikarskiego ścierwojada; to klasyczny – i jakże rozpowszechniony – przykład pismaka kulturalnego, który nie mając absolutnie nic do napisania na temat książek omawianego autora, nurza się w biograficznych odpadkach.

„Ilość prawdy, ewentualnie prawdy autobiograficznej, jaką wkładamy w jakąś tam postać, nie ma w literaturze najmniejszego znaczenia. Co z kolei prowadzi do wniosku, ze niekiedy można wyznać wszystko, wszystko i jego przeciwieństwo, zarówno prawdę, jak i fałsz, i nie ma to najmniejszego wpływu na końcowy sukces” – pisał Houellebecq we Wrogach publicznych. Francuski dziennikarzyna nie jest pierwszym, który tej prostej literackiej prawdy nie pojął ni w ząb.

Denis Demonpion, Michel Houellebecq, PIW, Warszawa 2009.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 07/01/2013 by in biografia, lektury nadobowiązkowe, niedyskrecje and tagged , .
%d bloggers like this: