Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Nos a autonomia literatury

Nikołaj Gogol Nabokova jest zajadłym pamfletem przeciw literaturze realistycznej bądź jej realistycznym odczytaniom, mierzącym wartość twórczości literackiej wartością idei, jakie miałaby propagować.

Nabokov_Nikołaj-Gogol-193x300

Nieczęsto się zdarza, aby jeden pierwszorzędny pisarz wypowiadał się w ten sposób o drugim – niby jakiś, pożal się Boże, filolog pragnący przerobić swój doktorat na bestseller. Wielcy o wielkich zazwyczaj mówią z nudnawą kurtuazją. Oczywiście, takich wyjątków było w dziejach literatury sporo i wciąż ich przybywa – jako że postmodernizm nie całkiem jeszcze umarł, a pisarze współcześni, przynajmniej na Zachodzie, dość często parają się wykładaniem literatury. Mimo to sądzę, że Nabokov nie zdobyłby się na coś podobnego, gdy był już światową sławą. Na szczęście, pisząc o Gogolu (lata czterdzieste, tuż po przyjeździe do USA) Nabokov był jeszcze Sirinem – dość dobrze ukształtowanym pisarzem emigracyjnym (autorem genialnego Daru), kompletnie nieznanym nierosyjskim czytelnikom, ubiegającym się o posadę na amerykańskiej uczelni. Miał już jednak bardzo sprecyzowane poglądy na to, czym jest wielka literatura – i to jest właśnie naczelny temat, pomijając biografię tytułowego bohatera, Nikołaja Gogola.

Jak sam Nabokov zauważa, pisarz w gruncie rzeczy nie powinien zastanawiać się zbyt intensywnie nad tym, co pisać i jak pisać (jego zdaniem Gogol jako pisarz umarł właśnie wtedy, kiedy zaczął się nad tym zastanawiać). Rzecz jasna, jak to bywa z tego rodzaju sentencjami, wydaje się ona poniekąd bzdurna: wiemy aż nadto dobrze, że wiele wielkich książek „dojrzewało” latami w umysłach swych twórców, wiele z nich powstawało latami i wiele było rezultatem namysłu nad kondycją literatury jako takiej. Jak jednak pokazuje Nabokov na przykładzie Gogola, pisarzom zdarza się „przekombinować”: zamiast pisać najlepiej jak umieją, zaczynają pisać tak, jak uważają, że należałoby pisać, tylko nikt tego jeszcze przed nimi nie zrobił. Gogola doprowadziło to do twórczej impotencji, aroganckiego kaznodziejstwa i w końcu do szaleństwa. Nabokova – czego w latach czterdziestych nie mógł jeszcze przeczuwać – do erudycyjnej pustki Ady albo Żaru oraz tantalowych mąk tłumaczenia Eugeniusza Oniegina.

Esej o Gogolu jest niezwykły także z uwagi na pozycję tego pisarza w literaturze rosyjskiej – tym najbardziej chyba niezwykłym fenomenie w dziejach belles letters. Przed Puszkinem będąca właściwie niczym, po Tołstoju i Czechowie – a więc w niecałe sto lat – stała się, za sprawą kilku zaledwie nazwisk, przedmiotem zazdrosnego podziwu całego czytającego świata. Gogol wśród tych kilku znanych nazwisk zawsze figurował, ale jakby pod koniec skądinąd krótkiej listy: owszem, pisarz był z niego świetny, no ale przecież Tołstoj, Dostojewski, Puszkin, Czechow, a nawet Turgieniew w świetności znacznie go przewyższali. Niejeden poeta rosyjski pisał o Puszkinie, żaden pisarz rosyjski nie wyparłby się podziwu dla Dostojewskiego i Tołstoja. Jeden Nabokov miał tyle tupetu, żeby ogłosić Gogola największym pisarzem rosyjskim wszech czasów, pisarzem cztero- (lub więcej) wymiarowym, w porównaniu z zaledwie trójwymiarowym Puszkinem (swoją drogą, przez wielu kulturalnych Rosjan, z Nabokovem włącznie, uważanym za największego poetę wszech czasów ex-aequo z Szekspirem). Oczywiście, można się za tą deklaracją Nabokova dopatrywać megalomanii, która kazała mu wielokrotnie wypowiadać się o tzw. wielkich pisarzach (z jego rodakami włącznie) w sposób protekcjonalny. Nie tym razem jednak.

gogolW rzeczy samej, Nabokov pozwala sobie na daleko idący protekcjonalizm wobec Gogola jako człowieka; z upodobaniem na przykład powtarza, że jego bohater był impotentem, ponieważ nie interesował się płcią przeciwną (co nowsza krytyka, gdyby interesowała się Gogolem, uznałaby z pewnością za objaw odmiennej orientacji seksualnej). Nabokov nie pozostawia wątpliwości, że jako człowiek Gogol był postacią żałosną: niepotrafiącą dać sobie rady z najprostszymi problemami, rozpaczliwie samotną, uzależnioną od matki, miotającą się po całej Europie bez wyraźnego celu, przepełnioną pretensjami do świata i ludzi, którzy mu pomagali. A jednak ten przygnębiający portret przepełniony jest współczuciem i sympatią, jest to bowiem portret dziwaka par excellence, a – jak stwierdza Autor – geniusze z definicji są dziwakami. Najbardziej groteskowe, a zarazem rozczulające są tu uwagi o całkowitej nieumiejętności Gogola radzenia sobie z własną popularnością: autor Martwych dusz był jedynym chyba na świecie twórcą, który gorąco protestował przeciw swemu sukcesowi, a uznane przez współczesnych utwory notorycznie usiłował przerabiać, żeby zatrzeć niesłuszne wrażenie, jakie wywołały.

Dochodzimy tu do istoty sprawy, czyli Istoty Literatury. Książka Nabokova jest zajadłym pamfletem przeciw literaturze realistycznej bądź jej realistycznym odczytaniom, mierzącym wartość twórczości literackiej wartością idei, jakie miałaby propagować. Nabokov udowadnia, że najwybitniejsze utwory Gogola (czyli Rewizor, Martwe dusze oraz Szynel) nie mają nic wspólnego z „obrazem Rosji” ani żadną krytyką społeczną, co chcieli w nich dostrzegać lewicowcy różnej maści oraz ogromna większość nauczycieli gimnazjalnych drugiej połowy XIX wieku. Utwory te są produktem dzikiej, mrocznej i demonicznej fantazji Gogola, a ich wielkość bierze się z jego niepowtarzalnego stylu, wyrażającego się między innymi w droczeniu się z czytelnikiem, zmysłowych dygresjach (a zwłaszcza portretach pobocznych postaci), zwichrowanej składni, rozbudowanych porównaniach odciągających uwagę od głównego wątku, będącego w istocie sprawą drugorzędną. Oniryczne wizje Gogola, utrzymuje Nabokov, nie są metaforami krytyki społecznej – są onirycznymi wizjami rozpalającymi do czerwoności mechanizm językowej kreacji. Są absurdalne, ponieważ opisują absurdalny świat, zrodzony w groteskowej wyobraźni ich opętanego wiarą w diabła autora.

nabokovBiorąc pod uwagę liczne wypowiedzi Nabokova o pisarstwie w ogóle, a także o interpretacjach jego własnej twórczości, nietrudno wysnuć z tego ogólny wniosek: pisarz, czyli prawdziwy pisarz-artysta, nie jest społecznikiem, doradcą zatroskanych, nauczycielem spragnionych wiedzy, przytulanką samotnych ani głosem sumienia mających coś na sumieniu. Jest czarodziejem wydobywającym z języka jego twórczy potencjał, stwarzającym światy drzemiące w składni, budzącym emocje zaklęte w zakamarkach słów, wywołującym burze w wyniku zderzenia pozornie bezchmurnych zgłosek, zapładniającym wyświechtane zwroty ziarnem oryginalnej interpunkcji. Pisarz rzeźbi w barwach, dźwiękach i melodiach języka, a nie w jakieś tam psychlogiczno-społeczno-historycznej rzeczywistości. A kto sądzi inaczej, jest dureń i trąba i sam sobie uniemożliwia prawdziwą radość czytania.

Oczywista siła i słabość tego rozumowania wywodzi się z tego, że zostało ono przeprowadzone na podstawie twórczości i życia Mikołaja Gogola. Po pierwsze, Gogol jest więcej niż idealnym obiektem całościowej interpretacji pt. „artysta i jego dzieło”, napisał bowiem dość niewiele, jest w jego twórczości wyraźna ewolucyjna nić, a skończył w obłędzie, co jest dla artysty końcem aż nadto wymownym. Po drugie, jak wspomniano, Gogol był patentowanym dziwakiem – i Nabokov wręcz zbyt ochoczo przenosi dręczące go demony na karty jego książek. Słowem, odrzucając moralność, społeczeństwo, idee, tradycję, politykę itp., Nabokov pozostawia nas sam na sam z osobowością pisarza (przy czym kategorycznie odrzuca wszystkie sztuczki, jakie wyczyniają z nią psychoanalitycy). Z garści biograficznych informacji, jakie podaje i notorycznej skłonnością Gogola do konfabulacji i nieznośnego patosu w stosunkach z otoczeniem nietrudno się domyślić, że autor Nosa był z natury fantastą, człowiekiem na bakier ze światem. Gogolowski Nos (w sto lat przed Kafką dumnie rozparty w historii literatury absurdalnej) był w istocie, stwierdza Nabokov, projekcją tegoż organu, nadmiernie rozrośniętego na obliczu Mikołaja Gogola (choć tytułem wyjątku autor Pnina dopuszcza, że mógł mieć też co nieco wspólnego z penisem). Wydaje się oczywiste, że Gogol jest przypadkiem aż zbyt jaskrawym i zbyt łatwym – i że w gruncie rzeczy Nabokov sam podważa swoją świętą wiarę w autonomię literatury wycieczkami w osobiste perypetie swego bohatera. Skoro nos miał być tak ważny, to dlaczego nie polityka? Mimo to, kochani pleno titulo Czytelnicy, jeśli chcecie się dowiedzieć, na czym naprawdę polega Wielka Literatura, lektura tej książki jest Wam nieodzowna.

Adam Kożuchowski

One comment on “Nos a autonomia literatury

  1. atrojka3
    19/04/2013

    Po prostu poniosło Nabokova, chciałby jak Słowacki, czytelników w „aniołów” (ale na swoje kopyto) przerobić .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 16/04/2013 by in biografia, lektury obowiązkowe and tagged , .
%d bloggers like this: