Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Mdłości nie na czasie

Leopold Tyrmand miał więcej talentu niż niejeden bardziej ceniony pisarz, ale miał też temperament, który niejednokrotnie go ponosił. Przetrwał okupację hitlerowską i stalinizm,  nie wystawiając się na kule i nie szmacąc się, ale zgorzkniał. Jako pisarz nie był przeznaczony do przelewania goryczy na papier – ale kiedy wreszcie mógł to zrobić, już po wyjeździe z Polski, nie mógł się powstrzymać.

cywilizacja komunizmu

Cywilizacja komunizmu jest książką rozliczeniową i pamfletem zarazem. Z definicji nie należy zatem do utowrów pogodnych. Reakcją, jaką ma wywoływać, nie jest ani aprobata, ani wesołość, lecz odraza i niechęć. Ponieważ jej autorem jest Tyrmand, nieuleczalny, żywiołowy optymista, egzystencjalny prześmiewca, który rozminął się z epoką, książka jest nieudana. Nie znaczy to, że źle się ją czyta. Tyrmanda, jak wynika z mojego doświadczenia, zawsze czyta się dobrze, bo on wyśmienicie pisał – i tylko jeśli jest się czytelnikiem przewrażliwionym i przeinktelektualizowanym, czasem żałuje się, że nigdy nie napisał niczego naprawdę wielkiego, bo z każdej napisanej przez niego stronicy czuć, że gdyby trochę bardziej się przyłożył i miał trochę więcej szczęścia, to by potrafił. Jego rozliczeniową książkę o komunizmie czyta się może trochę gorzej niż inne, bo dziś robi wrażenie bardziej swoistego dokumentu historycznego, niż pamfletu, jakim miała być z założenia. Skłania ona zatem do odrobiny (meta)refleksji – bez tego, obawiam się, w ogóle nie da się przez nią przebrnąć.

tyrmand

Jeśli chwilę pomyśleć, zdajemy sobie sprawę, jak bardzo tym razem Tyrmand, zazwyczaj odarzony rzadkim w literaturze nosem, wyczuwającym czytelniczą koniunkturę, się przeliczył. Ta książka za założenia miała być bardziej do zastanawiania się niż do przyjemności. Tymczasem wątpię, aby czytelnicy kiedykolwiek wyciągnęli z niej wnioski, o jakie chodziło Autorowi. Niestety, dzisiaj to, co Tyrmand miał w niej do powiedzenia o komunizmie, wydaje się w przytłaczającej mierze banalne. Cztelnicy dość młodzi, aby szczęśliwie nie uważać, z grubsza biorąc, 90% rzeczy, jakie Autor ma w niej do powiedzenia, za oczywistość znaną z doświadczenia lub ze słyszenia, mogą się z nimi zapoznać w dziesiątkach, jeśli nie setkach książek, częstokroć drążących temat znacznie głębiej.

Wbrew logice przedmiotu, ale za to zgodnie z logiką talentu i temperamentu Tyrmanda, jest to książka zabawna. Jak powszechnie wiadomo, kraje komunistyczne były pełne dziwacznych paradoksów, których absurd jaśniał szczególnym blaskiem na tle pompatycznej i wszędobylskiej doktryny i indoktrynacji, z maniakalnym uporem przedstawiających wszelkie niedogodności i trudności dnia codziennego jako jedynie słuszne i nieuniknione etapy na drodze do powszechnego szczęścia. Tyrmand wychwytuje tę szczególną cechę komunizmu ze złośliwą zręcznością, obnaża ją samą prześmiewczą konstrukcją książki oraz dziesiątkami anegdotycznych przykładów. Już tytuły rozdziałów – Jak się urodzić, Jak chodzić do szkoły, Jak byc kobietą itd. – zdradzają satyryczny zamysł. Można ją więc czytać trochę tak, jak się ogląda filmy Barei. Kłopot wszakże w tym, że filmy Barei są komediami, a książka Tyrmanda rozliczeniowym pamfletem. Pamfletem, który mimo wielu przemyśleń serio, kategorycznych stwierdzeń, egzystencjalnych bólów, osobistych żalów i lekko zamaskowanych cierpień, jakie Autor w niej zawarł, mija się z celem: po jej przeczytaniu ja przynajmniej nie myślę o komunizmie gorzej niż przed jej przeczytaniem. Myślę o nim tak samo źle jak przedtem, natomiast zastanawiam się, jak wspaniała mogłaby być książka o analogicznej konstrukcji, dowcipie i zmyśle obserwacji, obnażająca absurdy życia w kapitalistycznej demokracji. Jest to, pochlebiam sobie, myśl cenna i godna urzeczywistnienia pewnego pięknego dnia, idąca jednak, stwierdzam z przykrością, ewidentnie wbrew intencjom Tyrmanda, którego zamiarem było obnażyć komunizm jako zło jedyne w swoim rodzaju i niepowtarzalne.

Na jego obronę – ale cóż jemu i tej książce po takiej obronie? – wypada przypomnieć, że pisał ją dla czytelnika amerykańskiego sprzed pół wieku. A więc dla kogoś, kto o życiu w komunizmie wiedział niewiele więcej niż nic i kto po prostu nie był w stanie wyobrazić sobie komunistycznych realiów. Tyrmand boleśnie zdawał sobie sprawę z tego faktu, ale przemożna chęć rozliczenia się z demonem, który wygnał go z jego własnego kraju, nie pozwoliła mu odpuścić. Za wcześnie dla jego czytelników amerykańskich, za późno dla polskich, nie w porę dla niego samego. Ze swoim optymistycznym, a zarazem nieugiętym temperamentem powinien był urodzić się w Ameryce albo wyjechać z Polski znacznie wcześniej – może wtedy napisałby tę prawdziwie wielką książkę, której czytając to, co faktycznie napisał, nie mogę odżałować?

Leopold Tyrmand, Cywilizacja komunizmu, Wydawnictwo MG, 2013.

Kożuchowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 22/09/2013 by in esej, lektury nadobowiązkowe and tagged .
%d bloggers like this: