Doczytania – Krzymianowski / Kożuchowski

CYNIZM, PESYMIZM, LITERATURA

Dziś, gdy poziom kultury tak katastrofalnie się obniżył…

W swych późnych i mistycznych latach Ludwig Wittgenstein ukuł następujący sylogizm: „O czym nie można mówić, o tym należy milczeć”. Dopóki nie przeczytałem autobiografii Niny Berberowej przypuszczałem, że to ciemny geniusz podpowiedział filozofowi ów aforyzm, aby służył jako nieomylny wykrywacz zadufanych w sobie pensjonarek, które niechybnie staną się kulturalnymi ciotkami, albowiem te nieodmiennie się nim ekscytują. Dopiero lektura Berberowej sprawiła, że ujrzałem w innym, lepszym świetle i słowa Wittgensteina, i pensjonarkę, i ciotkę kulturalną.

berberowa

Podkreślenia moje gorąco polecam czytelnikom słabo uwrażliwionym lub może nawet alergicznie reagującym na wszelkiego rodzaju mistykę – jako antidotum. W jej życiu i osobowości bowiem, które za sprawą książki jawią się nam jako jedność, trzeźwość do bólu i obolałe szaleństwo splatają się w rzadkim i niepowtarzalnym węźle. Węzłowi temu na imię Literatura. Literatura jest wielka, a ponieważ jest wielka, przetrwa, a ponieważ przetrwa, warto jej zaufać – mimo wszystko. Oto morał, jaki nasunął mi się po tej lekturze. Rzecz jasna, ponieważ chodzi tu o cudzą biografię, cudze życie, może ich być więcej.

Nina Berberowa nie tylko unieśmiertelniła swoje imię swoim pisaniem, ale też nieomal unieśmiertelniła literaturę swoim przeszło dziewięćdziesięcioletnim życiem. Nie chodzi o to, że w wieku osiemdziesięciu ośmiu lat stała się sławną pisarką, ani też o to, że uważam ją za wielką pisarkę (nic poza Podkreśleniami nie czytałem, a ich samych za taką znowu wielką literaturę nie uważam – raczej za wielce ciekawą). Berberowa literaturą żyła – jako przyjaciółka, koleżanka, bądź kochanka mniej więcej wszystkich ważniejszych emigracyjnych pisarzy rosyjskich dwudziestego wieku, jako redaktorka literackich czasopism, wykładowca literatury w Princeton i w końcu jako poetka i autorka historycznych i historyczno-literackich szkiców. Przeszła więc, zdawałoby się, długą drogę od pensjonarki po ciotkę kulturalną i wreszcie staruszkę grzejącą się w blasku spóźnionej sławy. Prawda to i zarazem całkowita nieprawda: jej wspomnienia czyta się, jakby ich autorka była zdobywczynią bieguna, adeptką zen i sprzedwacą roku jednocześnie. Żadnego liryzmu pośród wielu ciepłych słów, żadnego autorozczulania się poza kilkoma ukradkowymi łzami. Mimo że kilkakrotnie traciła wszystko, co miała, osiągnęła w życiu to, o co jej chodziło – wolność osobistą w duchowym wymiarze tego pojęcia.

Hodasevich_BerberovaProblem z autobiografami tego typu osób, które nieodmiennie wyznają, że nigdy nie dbały o dobra materialne, a tylko o swoją duchowość i zawsze kierowały się wyłącznie intuicją, jest taki, że nie sposób im wierzyć. Berberowej natomiast nie sposób nie wierzyć. Pochodząca z zamożnej i kulturalnej rodziny przedrewolucyjnej, wychowana w kulcie sztuki i inteligenckiego etosu, podjęła jako dziecko decyzję, że zostanie poetką, bo to jej się wydawało przyzwoite i najmniej nudne zarazem. W wyniku rewolucji zaznała wygnania, dziesięcioleci biedy, niezrozumienia, ciężkiej pracy, tułaczki po połowie Europy i Ameryce. Bywała szwaczką, redaktorką, tłumaczką, sekretarką. W jej wspomnieniach nie ma użalania się nad sobą, nie ma też złorzeczeń, choć jest sporo cierpkich słów pod adresem rodaków-współwygnańców oraz zachodnich intelektualistów, którzy nie potrafili takmi jak ona wybaczyć, że nie dali się zabić bolszewikom. Jak twierdzi, należała do ludzi, którzy nie biorą siebie nazbyt poważnie, śmieją się z samych siebie i przeciwności losu. Była to specyficzna lekkomyślność: jeśli nie znała jakiegoś języka, uczyła się go, prace dobierała sobie, wyszukując w gazecie ogłoszenia, które ją zaintrygowały, przenosiła się z kraju do kraju, gdy uznała, że już nic w jej tymczasowej ojczyźnie jej nie pociąga, mając w portfelu pieniądze na kilka tygodni życia. Kiedy dobiegając pięćdziesiątki, stwierdziła, że boi się wody, samotnie wypłynęła nocą na morze wiosłową łódką – i przeszło jej. Lukratywne oferty odrzucała, mężczyzn porzucała – lecz o nikim i niczym nie zapominała. Jeśli wierzyć książce, nigdy od wczesnej młodości nie przeżywała chwil zwątpienia – nawet myśl o czekającej ją bezdomności po przyjeździe do Ameryki przedstawia jako psychologiczną ciekawostkę.

Poza dobrym samopoczuciem i ciekawością świata całe życie w pionie trzymała ją literatura rosyjska: całowita pewność, że uczestniczy w czymś wielkim i nieśmiertelnym, że podróżuje „cesarskim pociągiem”. Co ważne, świadomość ta dawała jej pewność siebie i surowość sądu również wobec innych pasażerów, na przykład wobec krytycznie przez nią ocenianego „Tołstojowskiego”. Jako przykład dramatycznego upadku kulturalnego emigracji rosyjskiej w Ameryce uznawała fakt, że w Nowym Jorku obracała się w towarzystwie, do którego wstęp mieli wszyscy potrafiący odróżnić jamb od trocheja. Mentalnie na zawsze pozostała na przyjacielskiej stopie z wielkimi pisarzami, z którymi przestawała w młodości.

Jak się zdaje, rozpierające ją duma i siła, które czerpała z poczucia podróżowania „cesarskim pociągiem”, brały się także i stąd, że był to pociąg-widmo. Była to literatura wygnana ze swej ojczyzny przez bolszewików, literatura- religia, pisana bez nadziei na znalezienie „normalnego” czytelnika, tworzona w zaklętym kółku gorzkniejących staruszków-emigrantów i poetów zmuszonych zarabiać jako taksówkarze bądź robotnicy. Literatura przez dziesięciolecia nierozumiana i potępiana przez cały zachodni świat intelektualny jako przejaw białej reakcji, niezdolnej uznać geniuszu rewolucji, a potem geniuszu Stalina. Było to czyste szaleństwo dające czystą życiową siłę, pewność siebie niepopartą niczym poza własnym osądem, pozwalające przemyśleć wszystko z okrutną jasnością umysłu. Innymi słowy, coś co można by porównać do polskiej literatury emigracyjnej wieku dziewiętnastego, ale już z pewnością nie dwudziestego.

ninaRzecz jasna, dla wielu ludzi emocjonalnie skłaniającym się ku „gniazdu” sytuacja taka musiała być nieznośnym ciężarem. Berberowa od wczesnej młodości cierpiała na awersję wobec „gniazda” i skłonność do „mrowiska”. Dobrze czuła się jako wygnaniec, prawdziwa obywatelka świata, wieczny gość, pasażerka pociągu, który wykoleiwszy się z utartych torów, podążał dokądkolwiek. Stąd też za najważniejszego współczesnego sobie rosyjskiego pisarza uważała Nabokowa.

Podkreślenia moje trafiły do Związku Radzieckiego w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Podobno był taki moment, gdy w Moskwie dostępny był jeden egzemplarz książki, do którego istniała nieformalna, i naturalnie nielegalna, wielomiesięczna kolejka. Autorka nieskromnie – coś jednak z zadufanej pensjonarki w niej pozostało – dołączyła do kolejnego wydania listy od czytelników rosyjskich. Jedna z nich deklarowała, że aby książkę przeczytać poza kolejką, przeprowadziła się do znajomych, którzy akurat mieli egzemplarz. W liście gratulowała Berberowej między innymi trafnej diagnozy istoty rozłamu między rosyjskim inteligentami, sięgającego wielu dekad wstecz i „odczuwanego brutalnie dziś”, jak to określiła, „gdy poziom kultury na dobitkę tak katastrofalnie się obniżył”. Z całkiem odmiennych powodów, obiema rękami podpisuję się pod diagnozą anonimowej moskwianki sprzed pół wieku.

Kożuchowski

Nina Berberowa, Podkreślenia moje. Autobiografia; tłum. Eugenia Siemaszkiewicz, Noir sur Blanc, 1998.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 16/10/2013 by in lektury nadobowiązkowe and tagged .
%d bloggers like this: